Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inspiracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inspiracje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 stycznia 2015

Figurkowy Karnawał Blogowy: Niedokończone opowieści



Dzisiaj będzie bardziej wargamingowo-blogowo-warhammerowo. Dużo pisaniny, więc jeśli chcieliście tylko pooglądać obrazki, przeczytać coś ciekawego o malowaniu czy też cierpicie na tl;dr, to przykro mi - ale ten wpis możecie pominąć.

Pewnie bym się jeszcze ociągał z tym postem gdyby nie to, że wpadła mi w oko (dzięki niezastąpionemu QC) informacja o nowej edycji Figurkowego Karnawału Blogowego. Do tej pory tak średnio się interesowałem tą inicjatywą, i pewnie nadal by tak było gdyby nie temat tej edycji: Niedokończone opowieści (jeśli nie wiecie o co chodzi - KLIK).

"Patrz Pan" - pomyślałem sobie - "przecież coś takiego właśnie chciałem opisać".

wtorek, 22 października 2013

Hussar 2013 - subiektywnie



W ostatni weekend odbyła się kolejna edycja konkursu Hussar. Każdy choć trochę poważniej zajmuje się figurkami w tym kraju powinien wiedzieć co to za wydarzenie, nie będę się więc rozpisywał po próżnicy.
Tegoroczny Hussar był "jeszcze bardziej" pod każdym chyba względem: ilości prac, jakości prac, jakości pokazów, ilości malarskich sław. Nie bez podstaw jest Hussar najbardziej prestiżową imprezą figurkowo-malarską w Polsce.
I ja tam byłem, potem trochę piłem... Narobiłem masę zdjęć, ale nawet po pobieżnym przejrzeniu internetów w ciągu ostatnich dwóch dni dotarło do mnie, że publikacja wszystkich nie ma sensu. Primo - kiepsko robię zdjęcia i mój aparat nie jest specjalnie profesjonalny, więc zdjęcia są dużo gorsze niż te które już można obejrzeć w sieci. Secundo - trochę mi się śmiać chciało, bo 90% moich ujęć prezentowanych modeli jest dokładnie identyczna z tymi już opublikowanymi. Ergo - ani moje zdjęcia nie są lepsze, ani ciekawsze :)
Dlatego zdjęć poniżej jest mało, za to postarałem się do każdego coś dopisać. Jeśli natomiast chcecie obejrzeć dobre zdjęcia, to proponuję następujące linki:

poniedziałek, 23 września 2013

Ręcznik na ring

Oto czara się przelała.

Już od jakiegoś czasu męczy mnie kryzys osobowości / własnej wartości / wieku średniego. Ciągle brak czasu, a jak czas jest - to brak siły. Wiem wiem, pisałem to już nie raz, ale tym razem doszła do tego gorzka refleksja, a raczej - realistyczne podsumowanie.

poniedziałek, 16 września 2013

Warsztaty w Toruniu

W ostatni weekend miałem przyjemność odwiedzić ponownie Toruń i wziąć udział w warsztatach malarskich, zorganizowanych przez znanego tu i ówdzie Michała "Arbala" Walczaka (autora bloga Coloured Dust). Poniżej relacja z tychże, okraszona kilkoma zdjęciami.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Inna strona hobby...

Zbierałem się do "normalnego" wpisu w tym tygodniu, i niewątpliwie jakiś popełnię, ale zdarzyła się pewna rzecz o której nie mogłem nie napisać.

Jak kiedyś wspomniałem, na facebooku istnieje grupa wielbicieli Oldhammera. Dziś pojawił się tam wpis, który pozwolę sobie zacytować w całości poniżej. W oryginalnym brzmieniu, bo tłumaczyć mi się nie chce, poza tym języki obce trzeba znać ;)
Wpis ten skłonił mnie do refleksji. Zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy jak wielki wpływ może mieć nasze hobby (czyt. zabawa i malowanie małych żołnierzyków) na poważne, czasem nieuleczalne problemy które komuś zatruwają całe życie. Nie codziennie słyszy się historie ludzi którym hobby uratowało - dosłownie - życie.
Polecam lekturę, bo to ważny - moim zdaniem - temat.

środa, 7 sierpnia 2013

Claymore 2013 - cz. 2

Po udanym czwartkowym wieczorze mieliśmy z bratem dzień odpoczynku, w ciągu którego rozkoszowaliśmy się prawdziwymi stekami i różnorodnym piwem. Długo by można wymieniać wszelkie możliwe marki i odmiany mojego ulubionego stouta. Darowałem sobie także fotografowanie każdej wypitej butelki, ale ta jedna stanowiła zbyt wielką pokusę - jak tylko odczytałem napisy na etykiecie od razu sięgnąłem po aparat ;)




No dobra, do rzeczy.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Claymore 2013 - cz. 1

Tytuł posta jest trochę mylący, ponieważ o samym konwencie wargame'owym Claymore będzie tu niewiele. Niemniej wizytę na tradycyjnym czwartkowym wieczorze cenię sobie wielce, dlatego podzieliłem moją relację z Edynburga na dwie części, żeby należycie opisać swoje przeżycia.

Zacznę jednak od czegoś z innej... hmm... beczki ;)


wtorek, 2 lipca 2013

Rozpakowane trzy razy

Ten post miał pojawić się wcześniej, ale akurat złapałem dobrą fazę na orczą skórę, więc korzystałem - tym bardziej że pierwsze podejście do forgeworldowego orka było niestety spaprane. Teraz wyszło dużo lepiej, więc proszę nie marudzić - cierpienie uszlachetnia.

Poniżej aż trzy recenzje modeli, które nabyłem na imprezach malarskich w Toruniu i Radomiu. A co, postanowiłem się nie rozdrabniać. Zanim przejdę do konkretów, chciałbym zaznaczyć jedną rzecz: otóż można będzie odnieść wrażenie, że się czepiam tego czy owego. Naprawdę tak nie jest. Wszystkie modele bardzo mi się podobają, i uważam że były warte każdej wydanej na nie złotówki; po prostu uważam że recenzje należy robić rzetelnie, i jak jest jakiś mankament to warto o nim wspomnieć, niezależnie od tego jak bardzo się człowiek do danego modelu ślini ;)

niedziela, 30 czerwca 2013

Masters of Imagination 2013

No i po zawodach (dosłownie). Po całym dniu łażenia, palenia fajków, łażenia, robienia zdjęć, gadania, palenia fajków, picia piwa, podróży pociągami i palenia fajków (naprawdę, jakoś tak ćmiłem jak smok...) nareszcie powróciłem do domu z Masters of Imagination w Radomiu.
Od razu z góry przepraszam za dwie rzeczy: pierwsza - coś posrałem z ustawieniami aparatu, więc zdjęcia są koszmarne (ale jakieś tam są); druga - nie byłem w stanie rozpoznać/zapamiętać wszystkich, więc pod niektórymi zdjęciami będą zamiast imion/ksywek takie nawiasy (???????), oznacza to że nie wiem/nie pamiętam i proszę o uzupełnienie informacji jakby ktoś pamiętał/znał.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Festiwal w Toruniu - Veni, Vidi... LOLWHUT?!?

Oto odbył się pierwszy w moim życiu konkurs. Właściwie to bardziej festiwal, zresztą zgodnie z założeniami - przede wszystkim chodziło o to żeby pooglądać figurki i porozmawiać z równie jak ja zakręconymi ludźmi :) Nawet nazywał się adekwatnie: II Festiwal Malarstwa i Rzeźby Figurkowej, Toruń 2013.

Długo by opowiadać. Naprawdę dłuuuuugo, tym bardziej że ja, jako świeżynka, odbierałem wszystko dwa razy "bardziej". Dlatego by nie zanudzać szanownej publiki postaram się przedstawić imprezę w skrócie, w formie fotorelacji. Gdyby ktoś chciał np. obejrzeć zdjęcia wszystkich stołów z ekspozycji, to zapraszam na gotowe już galerie: tutaj oraz facebookową tutaj. Polecam również lekturę relacji Arbala tutaj.

Zatem - od początku:

poniedziałek, 3 czerwca 2013

"Huragan" Wołomin

Juuuuuż tłumaczę o co chodzi z tym tytułem :)

Otóż kiedy jeździłem w odwiedziny do swojej przyszłej żony, pociągiem do Wołomina, za każdym razem mijałem znajdujący się po drodze stadion tego klubu. I tak sobie czasem myślałem, co sobie obiecują grający w nim piłkarze. Przecież wiadomo że ekstraklasy z tego nie będzie, po samym stadionie widać. Więc po co?
I za każdym razem dochodziłem do tego samego wniosku: po to żeby grać. Może to i wyidealizowane wyobrażenie, wszak nie śledzę tematów piłkarskich i nie wiem jak to od podszewki wygląda, ale przecież po to są te ligi żeby któreś były pierwsze, a któreś drugie albo trzecie. Gdyby wszyscy byli na tym samym poziomie - nie było by najlepszych. Więc i takie "Huragany" mają swoje, bardzo potrzebne miejsce.
A jaki to ma związek z figurkami? Otóż wielkimi krokami zbliżają się wspomniane przeze mnie ostatnio konkursy - Festiwal w Toruniu i MoI w Radomiu. Na oba się wybieram. Wiem że nie wygram. Więc po co? Ano właśnie po to żeby ktoś lepszy mógł wygrać, żeby było z czego wybierać. Żeby robić tło jako ta IV liga*.
Tak poza tym - żeby w tym uczestniczyć, po prostu. Poznać innych malarzy, pogadać przy jakimś zacnym trunku o przewadze NMM nad TMM (lub na odwrót), popatrzeć jak na żywo wygląda to lepsze malowanie.
Więc działam! Oto moja IV-ligowa reprezentacja:
Od lewej mamy: Dark Elfa z GW, dwoje rzezimieszków z Reapera (do winietki typu "pojedynek"), orkowy boss z Forge World (łapy z toporem oddzielnie), i w pierwszym rzędzie: wojowniczka z Hasslefree (ręka z tarczą oddzielnie) oraz jedyna w tym zespole figurka 54 mm - rycerz z Andrea Miniatures.
Dark Elf i Ork są tak naprawdę figurkami malowanymi na zamówienie, ale nie mam czasu by zająć się tylko modelami na konkurs, więc uzupełniają szeregi.

W tym poście chciałbym się nieco skupić na figurce z Andrea Miniatures. Pisałem już o niej wcześniej, kiedy to dostałem ją w prezencie od przyjaciół :) Kiedy zdecydowałem się pomalować ją na konkurs, okazało się że rzeźba twarzy niezbyt przypomina Orlando Blooma. Co więcej, po przeszukaniu coolminiornot okazało się, że nawet lepsi ode mnie malarze nie są w stanie upodobnić jej do Legolasa z zarostem. W związku z tym postanowiłem odpuścić i zająć się nią w inny sposób.
Od jakiegoś czasu interesuje mnie średniowieczna i renesansowa armia Hiszpanii. Różniła się zasadniczo od innych europejskich armii z powodu ciągłych walk z Maurami w ramach tzw. Rekonkwisty - czyli odbierania ziem hiszpańskich z rąk muzułmanów, które trwało od IX w. aż do upadku Grenady w 1492 roku... Ekhem, dobra, zapędzam się. W każdym razie na przełomie XII i XIII wieku w ówczesnych hiszpańskich królestwach powstały 4 rycerskie zakony, wzorowane na Templariuszach i Joannitach. Najznaczniejszym z nich (choć nie pierwszym) był zakon św. Jakuba, patrona Hiszpanii, który dla klimatu i przez hipsterskie podejście do historii nazywał będę oryginalnie: Orden de Santiago.

Ciekawą cechą hiszpańskich zakonów były ich krzyże, z których ten od Santiago różnił się od pozostałych (wszystkie trzy pozostałe zakony miały krzyże w tym samym kształcie, różniące się kolorem). W odróżnieniu od relatywnie prostych krzyży popularnych w Ziemi Świętej, te hiszpańskie były urozmaicone i wręcz ozdobne.

Krzyż Orden de Santiago

Orden de Calatrava

Orden de Montesa

Orden de Alcantara

Uznałem że krzyż zakonu Calatrava jednak przekracza moje możliwości freehandowe, w związku z czym stanęło na Santiago. Oczywiście, jeśli rycerz-zakonnik, to musi być brodaty - więc złapałem za miliput i dorobiłem mu brodę:
Na zdjęciu widać także Liquid Green Stuff, którego użyłem do wyrównania powierzchni figurki.

Choć sama broda cudem rzeźby nie jest, to jednak w miarę wpasowała się w klimat figurki.
Żeby lepiej oddać efekt ostrego, hiszpańskiego słońca, postanowiłem na figurce zastosować tzw. "pre-shading", czyli podkładowanie ciemnym i jasnym kolorem. W tym wypadku najpierw całość pokryłem czarnym primerem (wszystkie podkłady robię primerami Vallejo za pomocą aerografu), następnie od góry, pod lekkim kątem, obsikałem całość szarym. Dzięki temu mniej-więcej widać gdzie światło byłoby najostrzejsze, a więc gdzie najbardziej trzeba będzie figurkę rozjaśnić.
Prace idą powoli ze względów o których już nie raz pisałem, ale wciąż jestem dobrej myśli. Nawet podstawki już mam mniej-więcej zaplanowane i częściowo zbudowane (a jak wiadomo, na konkurs nie wypada mieć zwykłych plastikowych kwadracików):
Przez ostatni weekend (a przynajmniej tyle ile miałem z niego do dyspozycji) oprócz położenia podkładu udało mi się dokonać pierwszych maźnięć. Od razu zaznaczam że fotki są mocno WiP, więc niewiele na nich widać poza samym faktem pomalowania ;)
Kusi mnie żeby jeszcze urozmaicić oczy blikami i źrenicami, ale nie chcę z drugiej strony żeby zanadto się wybijały, bo rycerz ma zerkać "spode łba"...
Niestety, przejścia wyszły trochę chropowate, choć z samych kolorów jestem zadowolony.
Ta fotka wygląda strasznie, ale to kwestia powiększenia i słabego światła - wojowniczka z Hasslefree jest naprawdę, ale to naprawdę drobniutka. Nie wiem czy to nie najmniejsza figurka (poza 15 mm) którą miałem okazję malować...

Jak widać - plany mam ambitne, zobaczymy ile z nich uda się wykonać :)




* Już po wymyśleniu wstępu do tego posta dowiedziałem się przypadkowo, że Huragan Wołomin właśnie awansował z IV do III ligi... czyżby dobry omen? :P


niedziela, 21 kwietnia 2013

Sztuka patrzenia

Wyszedłem sobie ja niedawno na balkon odetchnąć świeżym (ekhem) powietrzem, i moim oczom ukazał się taki oto widok:

Poprzyglądałem się trochę temu samochodzikowi, a że myśli miałem głęboko utkwione w pędzlach, farbach i mokrej palecie, mimowolnie zacząłem dobierać sobie farby planując łagodne przejścia między nimi, prawie że czując w palcach ruchy pędzla.
Jak zawsze w takich sytuacjach zaskoczyła mnie ilość barw na jak jednokolorowym - zdawało by się - obiekcie. Oczywistym jest, że przy bardzo połyskliwej powierzchni otoczenie będzie się odbijać trochę tak jak w lustrze, wpływając na kolor który faktycznie widzimy. Dodajmy do tego kierunek z którego pada światło słoneczne, a co za tym idzie - miejsca ocienione, w których kolory zyskają zimny odcień... i może się okazać, że do namalowania jednego samochodu potrzebujemy całej palety barw.
I pomyślałem sobie ja wtedy, że dokonam pobieżnej analizy widocznych kolorów i spróbuję wyodrębnić je tak, jak bym mieszał farby na palecie by nałożyć je na model samochodu. Złapałem za aparat, cyknąłem foto i siadłem do Photoshopa. Po kilku minutach zabawy dałem sobie na wstrzymanie, bo wyłapanie wszystkich kolorów zajęło by naprawdę sporo czasu, a zilustrowanie tego co chciałbym przekazać można zamknąć w dwóch zestawach.
Mamy więc zestaw pierwszy - drzwi i większą część burty samochodu:

Jak widać kolory są w miarę ciepłe, beżowe, poza rozjaśnieniami które wpadają w zimną sferę palety. Niby wystarczyłoby do ciekawego pomalowania, ale spójrzmy na maskę i przód:
Tu kolory są zupełnie zimne, niebieskawe. Jeśli zestawimy te dwie palety ze sobą, okaże się że na pierwszy rzut oka nie do końca do siebie pasują:

I w tym momencie można oddzielić utalentowanych malarzy od całej reszty, będą oni bowiem potrafili nie dość, że zauważyć te barwy (bez pomocy Photoshopa), to jeszcze tak je połączyć na malowanym obiekcie, by uzyskać to, co widać na zdjęciu ;)

Lubię czasem patrzeć sobie na jakiś obiekt i rozkładać go w ten sposób na kolory składowe. Trochę gorzej z zastosowaniem tej wiedzy w praktyce... Trzeba mieć wizję i jeszcze umiejętnie przenieść ją na ruchy pędzlem.




wtorek, 12 marca 2013

Powiało oldskulem

Oto dokonało się - kolejny milowy krok w mojej podróży przez odmęty kolekcjonerstwa.

Udało mi się wygrać akcję na ebayu. Przedmiotem tejże aukcji było trzech halabardników produkcji Citadela z okresu 4 edycji WHFB. Dwa z tych trzech wzorów pojawiają się dość często, jednakże tego trzeciego widziałem pierwszy raz od wielu miesięcy. Oto on:


W ten oto sposób zamknąłem pewien rozdział - zebrałem wszystkich halabardników. Jestem z siebie tak dumny że aż zrobiłem pamiątkowe foto ich wszystkich, ustawiając ich w tej samej kolejności jak na stronie z katalogu Citadela z 1993 r.

Dla porównania - skan tejże strony ze Stuff of Legends:


W ten sposób halabardnicy dołączyli do skompletowanych formacji: flagellantów, kuszników, łuczników i arkebuzjerów (handgunners). Oprócz tego z listy "do skompletowania" zniknęły także pozycje "Kislev Winged Lancers", "Kislev Horse Archers", "Knights Panther", "Knights of the White Wolf", "Knights of the Blazing Sun" oraz wiele pojedynczych modeli bohaterów, czarodziejów i machin wojennych.

Na upartego mógłbym jeszcze polować na Swordsmenów, Spearmenów i niektórych czarodziei, ale mam te oddziały/modele z późniejszych edycji, więc do kompletnej armii (czyli takiej w której jest przynajmniej po jednym oddziale każdego typu) nie są mi potrzebni. Może kiedyś, jak już nie będę miał co robić z funduszami... Jednak większy powab ma obecnie dla mnie zgłębienie się w pomroki Oldhammera.


Co to jest Oldhammer? Ano jest to hobby związane z Warhammerem, ale w wydaniu z czasów do 3 edycji. Czyli czasów kiedy grą nie rządziły turnieje, nie istniały księgi armii, wolno było grać figurkami innymi niż Citadel a w White Dwarfie publikowano scenariusze do D&D. Tak tak, były takie czasy.

Zazwyczaj wielbiciele Oldhammera koncentrują się na 3 edycji, tej równoległej z WHFRP. Armie tworzono wówczas z wszelkich dostępnych figurek, więc nie było niczym dziwnym jeśli obok modeli Citadela pojawiały się te z Ral Partha, Minifigs czy Heritage. Siłą rzeczy to armie dostosowywano do figurek, a nie odwrotnie, w związku czym listy armii opublikowane w książce Warhammer Armies pozwalały na naprawdę dużo, przy jednoczesnym braku bardzo specyficznych modeli dostępnych tylko u jednego producenta.
Czy to nie brzmi przyjemnie? ;)

Oczywiście, jakość tych figurek nie umywa się do tego co mamy dzisiaj. W większości były nieco koślawe i bez oszałamiającej ilości detali. Jednak były to czasy kiedy Citadel wychodził na prowadzenie jeśli chodzi o figurki i wiele wzorów do dzisiaj trzyma poziom wystarczający do tego żeby je porządnie pomalować lub postawić na stole. W wielu przypadkach miały te ludki o wiele więcej charakteru niż to co mamy dzisiaj - wystarczy choćby spojrzeć na wojowników Chaosu: dziś są zuniformowani lepiej niż żołdacy Imperium, wtedy każdy był inny, z innymi mutacjami i uzbrojeniem. Zgraja takich indywiduów naprawdę wyglądała jak horda Chaosu, a nie zestaw chodzących kas pancernych z jednej wytwórni...

 
Lord of Battle z 1985 r., jedno z niedrogich znalezisk z ebaya. Poniżej strona z katalogu Citadela z 1988 r. z tymże wojownikiem (pozycja 21).

Niestety, zbieranie takich oldhammerowych modeli nie jest łatwe. O ile nie zbiera się starych serii "Feudals" i "Man at Arms", które to figurki są do dzisiaj produkowane przez Wargames Foundry, trzeba się uzbroić w cierpliwość i spory zapas gotówki, ponieważ jedynym źródłem jest eBay. No chyba że ktoś mieszka w UK, ponieważ można wtedy polować na lokalnych konwentach wargame'owych, gdzie czasem trafia się na żyłę złota w postaci gości wyprzedających zawartość starych pudeł. Tak np. udało mi się ustrzelić fabrycznie nowy zestaw startowy do 2 edycji Warhammera za... 5 funtów. 25 złotych. Ja pierdykam :D

 
Sigmund - figurka z serii Feudal Man At Arms z 1986 r. Ta konkretna, widoczna na zdjęciu, została wyprodukowana przez Wargames Foundry. Poniżej skan ze starej reklamówki Citadela z wersją oryginalną.

Na szczęście jeśli nie trafi się jakiś zajadły kolekcjoner, figurkami oldhammerowymi na ebayu raczej nie interesują się ludzie grający obecnie w Warhammera, stąd można je kupić za stosunkowo niewielkie pieniądze. No chyba że są to bardzo rzadkie wzory lub są zapakowane w oryginalne blisterki - wtedy cena i ilość licytujących idzie w górę. Osobiście nie mam ambicji "zebrania ich wszystkich", wystarczy mi okazjonalny pojedynczy ludek, bo też i w 3 edycję nie mam z kim grać, a nawet jeśli by ktoś się znalazł chętny, to można przecież grać późniejszymi figurkami. Raczej zbieram oldhammerki z czystego sentymentu do starych dobrych czasów, których zresztą nie pamiętam bo Warhammerem zainteresowałem się o wiele później ;)

P.S. Jeśli ktoś zainteresował się Oldhammerem, polecam kilka blogów na których można znaleźć masę informacji na ten temat, w tym kilka ciekawostek (np. Skrag the Slaughterer, obecnie bohater specjalny do armii Ogre Kingdoms, w swojej pierwotnej postaci był cichym wyznawcą Malala, boga Chaosu który ze powodu braku licencji został usunięty z uniwersum Warhammera w czasach 3 edycji...): Erny's Place, Old-Hammer oraz Realms of Chaos 80s.

wtorek, 5 marca 2013

Jak to robią inni

Jako że mam zamiar wrzucić na bloga jeszcze trochę treści w tym tygodniu, pomyślałem że może nie będę wszystkiego pakował w jeden przydługi post. Dlatego będzie krótko i na temat :)

Poniżej filmik który dał mi wiele teorii. Jest dość długi, ale warto obejrzeć. Przede wszystkim widać w praktyce stopień rozcieńczenia farby i sposób jej nakładania (czyli ruchy pędzla). Oczywiście, jest to tylko jedna z technik i każdy powinien stosować taką jaka mu pasuje - ta akurat pasuje mi coraz bardziej (może dlatego że ćwiczę ją już od jakiegoś czasu), i nawet jeśli ktoś stwierdzi że to nie dla niego, to na pewno warto ją wpierw wypróbować :)


Następny film warty polecenia, na który wpadłem niedawno, to prezentacja różnych rodzajów washy przez Miguela Jimeneza. Jakby ktoś nie wiedział - Miguel "MIG" Jimenez jest uzdolnionym modelarzem, który przebojem zdobył sławę zarówno na internecie, jak i na konkursach modelarskich i zasłynął ze stosowania takich tricków jak chipping (odpryski farby), washe, filtry, pigmenty itp. Dzięki temu założył własną firmę produkującą różne preparaty do tzw. weatheringu.
Na poniższym filmie prezentuje on sposób nakładania washa - takiego prawdziwego, modelarskiego. W świecie figurkowym będzie on przydatny zwłaszcza fanom Warhammera 40 000, bo najlepiej wychodzi na maszynach. Polecam.


Skoro już o pigmentach mowa - wygląda na to że na stałe zagościły na warsztatach "figurkowców". Jest też mnóstwo poradników jak je nakładać (i po co), czym utrwalać itp. - na przykład na blogu Colored Dust, który oczywiście polecam ;) Poniżej inna pokazówka, też warta obejrzenia.


Teraz dość długi materiał z jednego z konwentów w USA. Sam Ken Schlotfeldt, właściciel firmy Badger, opowiada o aerografach. Bardzo, bardzo ciekawy filmik, rozwiewający przy okazji kilka mitów.


I na koniec taki fajny trick do robienia bardziej efektownych fotografii np. na Coolminiornot. Niedługo mam zamiar zrobić sobie kilka takich tełek, w różnych barwach żeby móc je dopasowywać "klimatem" do danej figurki. Oczywiście można sobie zamiast tego kupić profesjonalny zestaw 6 teł - za jakieś 80 dolarów; mnie nie stać :]


W najbliższych wpisach będzie więcej o moich własnych dokonaniach, obiecuję :)

piątek, 22 lutego 2013

Te (niekoniecznie) czarne oczy...

Słowo się rzekło - kobyłka u płota, jak mówi stare przysłowie.

Na początek proponuję zapoznać się z powyższym filmikiem - mimo że narracja jest w języku angielskim, pokazuje dość wyraźnie podstawowe zagadnienia związane z malowaniem oczu na figurce, co wielu osobom przysparza niejakich problemów.

Po obejrzeniu tego materiału postanowiłem zastosować świeżo zdobytą wiedzę na figurce 28 mm, jednak zanim przejdziemy do części "krok-po-kroku" chciałbym jeszcze podzielić się paroma przemyśleniami, których nie ma w filmie.

Przede wszystkim źrenice/tęczówki należy malować symetrycznie. Nieważne czy ludek ma patrzeć w lewo, w prawo czy wprost - nie powinien mieć zeza! Jeśli malujemy ludka patrzącego wprost, dobrą wytyczną są kąciki ust - jeśli źrenica będzie się z nimi pokrywać w linii pionowej, będzie ok.

Drugą sprawą jest orientacja pionowa tęczówek. Dzięki temu możemy nadać twarzy figurki dużo wyrazu, często więcej niż sama mimika nadana jej przez rzeźbiarza. Pozwoliłem sobie na szybko zrobić poglądowy rysunek:



1 - neutralne, naturalne położenie źrenicy. Większa część tęczówki ukryta jest pod górną powieką, dolna jej krawędź ledwo wchodzi pod dolną powiekę (lub jej dotyka). Takie coś malujemy na większości figurek.

2 - spojrzenie w górę; pomiędzy dolną powieką a tęczówką jest widoczny odstęp. Jeśli figurka ma pochyloną twarz, możemy poprzez takie umiejscowienie uzyskać fajny efekt patrzenia "spode łba" :)

3 - patrzenie w dół, mało naturalne (zazwyczaj odruchowo pochylamy twarz by na coś spojrzeć). Ma dwa fajne zastosowania: na figurkach z uniesioną twarzą możemy uzyskać efekt szału (przydatne u flagellantów, maruderów Chaosu i innych berserkerów); na innych figurkach można w ten sposób symulować przerażenie (tak wyglądają oczy "rozszerzone ze strachu").

4 - źrenica centralnie pomiędzy powiekami. Rzadko spotykane i raczej nienaturalne ułożenie; najlepiej nie stosować w figurkach żeby nie wyglądały sztucznie.

Co jeszcze? Rozrzedzać farbę, nie pić zbyt dużo kawy przed malowaniem i postarać się o dobre oświetlenie i podparcie dla rąk :)

Obiektem mojego eksperymentu została figurka Reapera z linii Pathfinder, którą nabyłem na zeszłorocznym Hussarze. Ma dość duże jak na tą skalę, dobrze wyrzeźbione oczy, więc było na czym poćwiczyć. Do malowania użyłem mojego wysłużonego pędzelka, na którym zostało niewiele włosia; używam go właściwie tylko do malowania oczu. Zaletą takiego zdezelowanego pędzla jest to że nie nabiera za dużo farby, dzięki czemu zmniejsza się ryzyko rozlania po malowanej powierzchni.


Zaplanowałem dla tej figurki zielone oczy, więc wybrałem odpowiednie farbki Reapera:


Już wcześniej położyłem na figurce bazowy kolor skóry. Malowanie oczu zacząłem od białek. Zgodnie z poradą w filmie (zresztą czytałem o tym już w kilku poradnikach) użyłem do tego nie czystej bieli, lecz lekko kremowej farby P3 Menoth White Highlight:


Następnie dodałem czystej bieli (ok. 2 części bieli do 1 części Menoth White Highlight) i rozjaśniłem środki białek (nie do końca widać to niestety na zdjęciu):


Teraz zaczynamy zabawę: ciemniejszą zielenią namalowałem tęczówki. Jak widać nie przejmowałem się wyjeżdżaniem poza białka w pionie; koncentrowałem się na odpowiednim umieszczeniu tęczówek w poziomie. Figurka będzie patrzyła wprost:


Kolejny krok to rozjaśnienie tęczówek - tu już się napociłem żeby trafić w środek uprzednio namalowanych plamek :)



Następnie źrenice - tu popełniłem mały błąd: powinienem był namalować je zwykłym tuszem kreślarskim. Schnie on nieco dłużej niż farba i lepiej spływa z pędzla, dzięki czemu wystarczy raz dotknąć pożądanego miejsca i już jest tam czarna kropka. Ja wziąłem czarną farbę Reapera, przez co musiałem zrobić źrenice na kilka dotknięć, no i troszkę zapaskudziłem tęczówki...


... ale na szczęście został mi jeszcze jeden krok - blik, czyli odbicie światła od oka. Tu też się skoncentrowałem i prawie odgryzłem sobie język, ale udało mi się umieścić dwie białe plamki symetrycznie.

 Dzięki temu zamaskowałem lekko czarne zabrudzenia na tęczówce. Jest to poza tym sposób na oszukiwanie oka - w tej skali kombinacja koloru, czerni i białej plamki i tak mówi nam że patrzymy na oko :)

Ostatnim krokiem było poprawienie zabrudzeń na twarzy podstawowym kolorem skóry:


Oczy skończone, teraz będzie można cieniować twarz - co też ma wpływ na "wyraz twarzy" figurki.

Mam nadzieję że cokolwiek ciekawego znaleźliście w tym przydługim poście.

Aroha nui :)

niedziela, 7 października 2012

Hussar - Post Scriptum

Znalazłem bardzo dobrą galerię zdjęć z Hussara - więcej i w lepszej jakości niż u mnie, aż postanowiłem się z Wami podzielić. Smacznego!

galeria masterminis z Hussara 2012

sobota, 6 października 2012

Hussar 2012

Poranne zakupy z żoną lekko się przeciągnęły, więc na imprezę przybyłem później niż planowałem. Plusem było to, że prace zgłoszone na konkurs już były wystawione, więc mogłem poszaleć z aparatem. Zrobiłem ponad 100 zdjęć, jednak nie najlepsze dla fotografii oświetlenie i fakt trzymania figurek za szybą poskutkowały ich kiepską jakością :( Z tych, które w miarę wyszły, wybrałem te najciekawsze (w mojej subiektywnej opinii).
Zakoczyła mnie obecność figurek 15 mm, w tym nawet małej dioramki. Oczywiście wszystko to Ogniem i Mieczem, ale i tak dobrze.

2 miejsce w kategorii Single Fantasy.

3 miejsce w kategorii Large Scale. Te przejścia tonalne i freehand na skrzydłach są nieludzkie...

Oldschoolowy oddział krasnoludów. Większość z tych figurek mam w swoich zbiorach - będą tworzyć oddział imperialnych krasnali do mojej armii Averlandu.


3 miejsce w kategorii Single Sci-Fi.


Różne prace konkursowe.

 Maskotka konkursu :)

Absolutne mistrzostwo. Faworyt mój i nie tylko mój - bretoński chorąży zajął 1 miejsce w kategorii Single Fantasy. I słusznie.

Jeden z licznych modeli wielkoskalowych.

Stanowiska traderów - Faber&Faber oraz White Tree.

Prace młodszych uczestników.

Konkurs speed-paintingu. Ja udziału nie brałem - w moim wypadku speed nie łączy się z paintingiem ;)

Warsztaty z kontrastu w malowaniu figurek.

Rozdanie nagród.




Zwycięzcy w poszczególnych kategoriach oraz "overall winner". Gratulujemy!

Po małej uroczystości większość zebranych udała się na after party, ja natomiast - jako że nikogo osobiście nie znam, i trochę nie mam podstaw do integrowania się z absolutnymi mistrzami pędzla - zarzuciłem plecak na grzbiet i podreptałem w kierunku domu. Głowę miałem nabitą pomysłami i wyobraźnię pełną inspiracji, jednak po powrocie miałem do wyboru: albo szorowanie wykładziny w ramach sprzątania po remoncie, albo biała flaga i uznanie że jestem zbyt zmęczony żeby robić cokolwiek. Zmęczenie wzięło górę, więc ten post jest ostatnią moją aktywnością w dniu dzisiejszym :)

Żeby nie było smutno, pochwalę się jeszcze zdobyczami.
Otóż bywa tak, że kupujemy coś tylko dlatego że mamy to w zasięgu ręki. Taka właśnie sytuacja spotkała mnie dzisiaj na stoisku White Tree - miałem okazję na własne oczy zobaczyć figurki, które już setki razy oglądałem na internecie; mogłem je zakupić online, ale jakoś nigdy się nie skusiłem. Wystarczyło jednak żebym miał je przed oczami, a już włączyło się "kupowanie impulsywne" i tak oto stałem się posiadaczem poniższych:

Pozostaje mi mieć nadzieję, że w tym dziesięcioleciu znajdę czas by je pomalować :)

Dobranoc.