Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warmachine. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warmachine. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 maja 2014

A więc Warmahordy, hm?

Pamięta ktoś początki tego bloga?

Jeśli tak, to z pewnością uśmieje się setnie na wieść o tym że nabyłem figurki do systemu Hordes, będącego bardziej fantasy odmianą Warmachine. Tak, wiem, pisałem kiedyś że nienawidzę tych figurek. Na swoją obronę powiem że wizualnie Hordes jednak różnią się od Warmachine, i jakoś łatwiej mi przełknąć wielkie bestie niż roboty na węgiel. Prawda jest jednak taka że tylko krowa nie zmienia swoich poglądów.

piątek, 11 kwietnia 2014

Apatia

"W bez-kształt-nej
bryle uwięziony tyle lat"
KAT

No to się w końcu zebrałem żeby coś skrobnąć. Bardziej dla siebie, niczym terapeutyczne w założeniu doświadczenie, niż "dla ludu".
Nalałem sobie sporą szklanicę 12-letniej Balvenie od brata, w zębach trzymam e-papierosa, a z przyciszonych do granic przyzwoitości głośników płynie "Formless" - druga płyta Aghory. W sam raz.

Od paru miesięcy trwam w jakiejś takiej apatii. Niby coś robię, ale jakbym stał obok. Żona twierdzi że jestem przemęczony, i może ma rację. Praca + dojazdy zajmują mi większą część dnia, potem próbuję bawić się z Hezbollahem Marszczybrewką, a kiedy mały kamikaze w końcu zaśnie jestem już tak spruty że nie mam siły ani ochoty na nic sensownego. Weekendy z reguły obłożone są jakimiś towarzysko - rodzinnymi terminami, a jeśli już jakiś wolniejszy dzień się trafi to śpię do południa jak debil i potem narzekam że mnie głowa boli. Trochę nie widzę końca tego zaklętego cyklu, bo kasy wcale nie przybywa w zadowalającym tempie, kolejne wydatki są odkładane na później (zebrało się tego, oj zebrało), w domu czeka masa rzeczy na zrobienie / naprawę / wymianę, a brakuje na to wciąż albo siły, albo czasu, albo funduszy.

sobota, 26 października 2013

Bestia powstała... i co dalej?

Po dłuższej przerwie spowodowanej Hussarem i następującym po nim ciężkim tygodniu wracamy do stałego rozkładu jazdy.

Oto gotowa bestia, znaczy się Fire of Salvation. Zdjęcia zrobiłem jeszcze przed Hussarem, ale dopiero teraz miałem czas by je obrobić i opublikować. Jako że to mój najlepszy - jak dotąd - warjack, postanowiłem zamęczyć Drogich Czytelników fotkami z każdej możliwej strony :P

czwartek, 17 października 2013

Narodziny bestii, cz. 5

To już końcówka. Tym razem wszystkie detale.

Po kolei:

1. Kryształki
O metodach malowania kryształków rozpisywałem się kiedyś... ups, tak naprawdę się NIE rozpisywałem, pamięć ludzka jest zawodna :( Dzięki QC za wykrycie błędu. Zacznę jeszcze raz:
Kryształki pomalowałem sposobami które ćwiczyłem TUTAJ. W przypadku Fire of Salvation nie wyważałem otwartych drzwi, po prostu powieliłem schemat, używając czarnego (RMS), 959 Purple, 945 Magenta (VMC) oraz czystej bieli (na blik).

niedziela, 13 października 2013

Narodziny bestii, cz. 4

Czas na metal. Znaczy się puszczamy np. takie coś i bierzemy się za pędzle.
Wiele razy wspominałem że metaliki sprawiają mi niejaki problem. Niby teorię znam, wiem jak powinien wyglądać metal robiony suchym pędzlem a jak washowany... ale różnie mi to wychodziło. Ostatnimi czasy zacząłem się przekonywać do powolnego, spokojnego, wielowarstwowego glaze'owania, i taką też metodą pomalowałem metale na Fire of Salvation.

środa, 11 września 2013

Narodziny bestii, cz. 3

Następnym kolorem do malowania była charakterystyczna menothowa purpura, do której użyłem - by the book - farb P3: Sanguine Base oraz Sanguine Highlight.

Proces minimalnie się różnił od poprzedniego etapu, ze względu na dość słabe właściwości kryjące farby Sanguine Highlight.

Na początek położyłem 2-3 cienkie warstwy tejże farby:

sobota, 7 września 2013

Narodziny bestii, cz. 2

Zanim przejdziemy do fotek - kilka uwag.
Po pierwsze - nie trzymam się sztywno "fabrycznego" schematu malowania; owszem, używam kolorów wymyślonych przez Privateer Press, ale samo ich rozmieszczenie jest inne.
Po drugie - w trakcie pracy nad modelem jedna z łap warjacka najpierw się obluzowała, a potem zupełnie zeszła ze sztyftu. Tak naprawdę to dobrze, bo łatwiej mi będzie pomalować detale, ale na zdjęciach co chwilę jest w trochę innej pozycji ;)
Po trzecie - mam jedną porządną lampę, i żeby zrobić zdjęcie muszę ją przemieszczać między stanowiskiem do malowania a tym drugim do robienia zdjęć; w związku z tym oświetlenie na poszczególnych fotach może się trochę różnić, ale mam nadzieję że różnice pomiędzy poszczególnymi etapami widać wystarczająco dobrze.

A teraz - zdjęcia:

wtorek, 3 września 2013

Narodziny bestii, cz. 1

Czas na obiecany "krok-po-kroku"!

Dostałem do pomalowania model Fire of Salvation ze stajni Privateer Press. Model jest mocno oldschool, ciężki, metalowy i trochę pokraczny, ale największym problemem była sama jakość odlewu - praktycznie cały warjack był pokryty małymi wżerkami. Z tego co słyszałem tu i ówdzie takie uszkodzenia powstają gdy leje się roztopiony metal w słabo nagrzaną formę (inna teoria mówi o efektach spalania talku, który czasem używany jest w roli substancji ułatwiającej wyjmowanie odlewów z formy). Tak czy inaczej wyglądało to nie najlepiej:

sobota, 16 marca 2013

War-maszynowe przemyślenia

Kolejny zlecony warjack gotowy.

Jestem zadowolony z rozjaśnień. Gdybym tylko ruszył głową i wybrał jaśniejsze tło, być może było by je lepiej widać na zdjęciach... pozostaje mi zapewnić Was, że na jasnych elementach są tak samo gładkie jak na tych bordowych. Ech.


Przy okazji zastosowałem olejny wash. Nie jestem do końca zachwycony, ponieważ przy usuwaniu nadmiaru pigment zaczął się zbijać w grudki i w efekcie w niektórych zagłębieniach zamiast delikatnej "mgiełki" zrobiło się błoto. Może to mieć związek z jakością samej farby olejnej (bo w spirytus mineralny produkcji AK Interactive raczej nie wątpię), niestety nie stać mnie chwilowo na high-endowe produkty typu Winsor&Newton więc zaopatrzyłem się w lokalnym papierniku...

Moim słabym punktem stały się metale. O ile złoto jest ok (Old Gold z linii alkoholowych Vallejo, nie na darmo chwalone przez wielu malarzy-figurkowców), o tyle metalicznymi częściami wolę się nie chwalić. Jednak droga na skróty przez jeden kolor + Armor Wash P3 nie jest dobrą drogą. Żeby metaliki nabrały głębi trzeba będzie się postarać.

Na szczęście znalazłem ten oto tutorial i nabrałem nowej nadziei. Cieniowanie od ciemnego do jasnego ostatnio staje się moją ulubioną metodą (po krótkiej przygodzie z kolejnością: baza - cienie - światła), więc technicznie nie powinno być problemu o ile dobrze dobiorę farby i proporcje. Cóż, zobaczymy jak Vallejo Model Air sprawdzają się w mieszankach ;)

piątek, 8 czerwca 2012

Jaka piękna katastrofa...

Czasem się zastanawiam czy przypadkiem te wpisy na blogu nie robią mi antyreklamy... Im więcej i poważniej staram się malować, tym więcej problemów się pojawia ;) Cóż, wciąż mam nadzieję że to bóle porodowe i dojdę kiedyś do momentu w którym technika nie będzie stawać na przeszkodzie prawdziwej, figurkowej twórczości.

Tym razem próbowałem pomalować kolejnego warjacka za pomocą aerografu - tyle ile będę w stanie. Po nałożeniu menothowej bieli i wstępnym rozjaśnieniu zacząłem maskować te elementy, które miały pozostać "białe", aby nie zapryskać ich menothową purpurą. Do maskowania użyłem tzw. gumki chlebówki - masy podobnej konsystencją i właściwościami do tzw. "blue tack", szeroko stosowanego przez zachodnich malarzy. Nie dość, że nie dało się precyzyjnie zamaskować wszystkiego co chciałem (przez co musiałem potem pędzlem poprawiać biel), to jeszcze chlebówka okazała się bardziej podobna do plasteliny - nie udało mi się odkleić całości (miniaturowe grudki musiałem usuwać przy pomocy wykałaczki), ponadto pozostawiła na powierzchni modelu niewidzialny, tłusty nalot, który znacznie utrudnił późniejsze cieniowanie...

Ostatecznie wziąłem z powrotem do ręki pędzel; jak za dotknięciem magicznej różdżki cieniowanie wyszło mi naprawdę fajnie, nie wiem czy widać je na zdjęciach, ale jestem z niego wyjątkowo zadowolony. Metaliki też wyszły ładnie - to z kolei zasługa farb Vallejo z serii Air; są niesamowite.

Po skończonym malowaniu pokryłem całość Sidoluxem do nabłyszczania podłóg (niesamowity preparat - kiedyś o nim napiszę więcej), i już miałem się zabierać do zmatowienia modelu kiedy zorientowałem się, że skończyły mi się wszelkie lakiery akrylowe :( odgrzebałem więc starego Humbrola i... najpierw wylałem rozrobiony lakier, ponieważ pod wpływem firmowego (sic!) rozcieńczalnika zaczął się zbijać w grudki i nie mogłem go rozrobić do odpowiedniej konsystencji. Następnie rozcieńczyłem lakier spirytusem mineralnym, tym razem konsystencja była dobra, jednak w trakcie lakierowania szybko odkryłem że nawet cieniutka warstwa zmienia się po wyschnięciu w biały kurz, jakby ktoś pokrył model mąką...

ARGH!

Skończyło się na tym że zmyłem cały lakier spirytusem, poczekałem aż model wyschnie i naniosłem lakier bez rozcieńczania, za pomocą pędzla. Obiecałem sobie przy okazji że pierwszą rzeczą jaką zrobię nazajutrz będzie kupno lakieru akrylowego.

Jako sól sypana na otwartą ranę posłużyło mi moje fotograficzne oświetlenie - wciąż nie mam porządnej górnej lampy, zaś tło którego używam coraz bardziej mnie irytuje. Zaraz po kupnie lakieru mam zamiar nabyć porządny, czarny karton.

A oto i efekty mojej drogi przez katastrofy:


Do skończonych zamówień mogę także zaliczyć orkowe rydwany, wzbogacone savage orkami według życzenia klienta. Samo malowanie nie było specjalnie męczące (wszak to "trooper" czyli bejca), gorzej było ze zmontowaniem całości.... ale jakoś wyszło.



Coraz bardziej skłaniam się ku zmianie cennika. Niestety, malowanie zajmuje mi tyle czasu, że utrzymanie obecnych cen absolutnie przestaje mi się opłacać. Nie wiem jeszcze w którym kierunku to wszystko pójdzie, jak by nie było wciąż mam czekające zamówienia które uczciwie wykonam po umówionej wcześnie cenie, ale myślę że następne zlecenia będę już wyceniał inaczej...

Dość jednak tego marudzenia :) Trochę myśląc perspektywicznie, a trochę dla żartu zrobiłem sobie kosztorys mojego rozpisanego oddziału Space Marines (mówimy oczywiście o rozpisce na 2 edycję) na 1500 pkt. Według cennika GW armijka kosztować mnie będzie 834 zł. Myślę że projekt p.t. "Imperial Fists" jeszcze będzie musiał poczekać... ;)

poniedziałek, 18 lipca 2011

Pierwsze zamówienia! Łiiii!

TAK! Jestem w trakcie realizacji pierwszych zamówień pod flagą Paints of War.

Równie ważną informacją jest ukończenie Visgotha i jego goryli. Niestety, fotki nie wyszły jakoś zachwycająco - naprawdę muszę ustawić sobie porządny warsztat, z oświetleniem niezależnym od pogody i pory dnia... Tak czy inaczej - oto i oni:




Znajomy, zamawiający malowanie tych figurek, ustalił że sam będzie je werniksował i robił podstawki, więc to co widać na zdjęciach to czyste malowanie... stąd tyle błysków, zwanych fachowo blikami. Farby P3, którymi maluję "frakcyjne" kolory, są naprawdę świetne, ale nigdy nie dają w pełni matowej powierzchni.

Tak się ucieszyłem ze skończenia tych panów (i co z tego że mam już dwóch następnych do pomalowania, a u znajomego czeka cała reszta frakcji Menoth... wszystko co do nich kiedykolwiek wyszło...), że od razu wziąłem się za realizację jednego ze wspomnianych na początku zleceń. Chodzi o nowy, plastikowy model czarownicy do Dark Elfów, produkcji GW. Sorckę ową skleja się bezproblemowo i radośnie, konstrukcja została tak pomyślana że wógóle nie wymaga szpachlowania (w przeciwieństwie to czarodzieja Chaosu, gdzie niestety stara, wierna szpachla modelarska poszła w ruch). Po sklejeniu, umyciu w ciepłej wodzie oraz położeniu cienkiej warstwy białego podkładu, wziąłem się za malowanie. I tu wyszło na jaw moje schorzenie, którego chyba muszę się pozbyć...

Otóż zamówienie opiewało na pomalowanie w standardzie Champion, ja jednak tak się zapatrzyłem w figurkę, że postanowiłem zrobić coś więcej. Oczywiście mowa o layeringu. Cóż, uznajmy to za promocję dla nowego klienta ;) Tak naprawdę chcę doskonalić się w tej technice, a figurka sorcki wyjątkowo się do tego celu nadaje. Ogólnie każda figurka półnagiej pani (jakoś wolę półnagie panie od półnagich panów...) idealnie nadaje się do ćwiczenia layeringu, pod warunkiem że jest dobrze wykonana. Mówimy o figurkach typu Hasslefree, I-Kore z serii Celtos (to zresztą ten sam rzeźbiarz), poniektóre Dark Sword czy Reaper.

Jako że to Dark Elf, postanowiłem nadać jej nieco bledszy, bardziej ziemisty odcień skóry, dlatego pominąłem mój standardowy Midlund Flesh (P3) i zamiast niego zacząłem od Tallarn Flesh (Citadel Foundation). Potem lekki wash Ogryn Flesh (Citadel) dla zdefiniowania granic między skórą a zbroją (lol) i ubraniem (też lol), jeszcze raz Tallarn Flesh, a potem rozjaśnianie, warstwa po warstwie, poprzez dodawanie coraz większych ilości Basic Skintone (Vallejo - niech ten "basic" nikogo nie zwiedzie, to jest farba tak jasna jak Elf Flesh z Citadela). Efekty poniżej:



Co mi nie wyszło? Ano wciąż brak mi cierpliwości, w efekcie robię za duże "skoki" między kolejnymi rozjaśnieniami, dodając zbyt duże ilości "rozjaśniacza". Po drugie - zostawiam za dużo ciemnej bazy w miejscach, które ogólnie powinny być jaśniejsze (na zdjęciu widać to np. w okolicy ścięgien na przedramieniu, czy też pomiędzy karkiem a łopatkami). Ale muszę sam siebie pochwalić że przynajmniej w miarę udaje mi się utrzymać odpowiednią konsystencję farby, przez co przejścia pomiędzy kolejnymi warstwami wychodzą dość gładko.

Malowanie layeringiem wejdzie do oferty pod nazwą Hero, będzie kosztowało od 40 zł w górę za figurkę pieszą (w zależności od jej skomplikowania), jednak nie wstrzymujcie oddechu - jeszcze muszę poćwiczyć.

Drugim zamówieniem jest radosna banda Black Orków w jakości Trooper, niestety chwilowo prace stanęły w miejscu z racji braku podstawek. I tu pojawia się coś, co można by - za Jaded Gamercast - nazwać "failed stupidity check": otóż nasz "ukochany" GW nie sprzedaje podstawek konkretnego typu! Można takie tylko zamówić bezpośrednio na stronie, płacąc za przesyłkę 4x więcej niż za same podstawki! A sklepach wiszą tylko kretyńskie zestawy "kwadratowe" i "okrągłe", gdzie oczywiście kupuje się masę podstawek akurat do niczego niepotrzebnych tylko po to żeby wyłowić 5 takich o które chodzi. Fuck you GW! :[

piątek, 8 lipca 2011

WiP + rant

... czyli pierwsze wywnętrzanie.

Nienawidzę figurek do Warmachine. Mam nadzieję że ich twórcy trafią kiedyś tam, gdzie będą musieli przez całą wieczność malować swoje cholerne dzieła. Przeładowanie detalami, niemożliwość pomalowania niektórych miejsc po sklejeniu, kretyńsko głupie naramienniki i durna broń. Argh. Czasami myślę że ludzie którzy opracowywali koncepty tych figurek za poważnie wzięli do siebie odcinek Nooba:


Anyways...

Poniżej trochę fotek dokumentujących prace nad zleceniem - Visgoth Rhoven i jego Honor Guard, frakcja Protectorate of Menoth, Warmachine. Nienawidzę figurek do Warmachine, niemniej staram się je pomalować na dość wysokim poziomie jak na moje możliwości. Na chwilę obecną skończyłem malowanie jasnych (tzw. Menoth White - trochę podobny do Bleached Bone, ale jaśniejszy) elementów, i chciałem pokazać layering w moim wykonaniu - kilka (5-6) odcieni tego samego koloru, nakładanych od najciemniejszego do najjaśniejszego tak, by stworzyć iluzję gładkiego przejścia tonalnego. Nie wychodzi mi to jeszcze najlepiej, może dlatego że nienawidzę figurek do Warmachine, ale staram się doskonalić. Jak już będę mniej-więcej ogarniał layering to dołączę go do oferty.

Honor Guard:

Visgoth Rhoven (na nim najlepiej mi wyszło):

Niestety, widać dość nierówną powierzchnię np. na płaszczu - cóż, nie obrabiałem figurki na tyle dokładnie by ją polerować przed położeniem podkładu. Na przyszłość może to być niezłym pomysłem, jednak w tym konkretnym wypadku byłoby to utrudnione ze względu na dużą ilość drobnych detali i ozdobników, potrzebnych jak w dupie zęby. Ależ ja nienawidzę figurek do Warmachine.

Na chwilę obecną to wszystko. Niedługo na prośbę Marcina spróbuję zamieścić opis step-by-step malowania figurek w jakości Trooper, czyli bejcowania (może jakoś za tydzień).

Acha, jeszcze jedno - nienawidzę figurek do Warmachine :(