Czasem się zastanawiam czy przypadkiem te wpisy na blogu nie robią mi antyreklamy... Im więcej i poważniej staram się malować, tym więcej problemów się pojawia ;) Cóż, wciąż mam nadzieję że to bóle porodowe i dojdę kiedyś do momentu w którym technika nie będzie stawać na przeszkodzie prawdziwej, figurkowej twórczości.
Tym razem próbowałem pomalować kolejnego warjacka za pomocą aerografu - tyle ile będę w stanie. Po nałożeniu menothowej bieli i wstępnym rozjaśnieniu zacząłem maskować te elementy, które miały pozostać "białe", aby nie zapryskać ich menothową purpurą. Do maskowania użyłem tzw. gumki chlebówki - masy podobnej konsystencją i właściwościami do tzw. "blue tack", szeroko stosowanego przez zachodnich malarzy. Nie dość, że nie dało się precyzyjnie zamaskować wszystkiego co chciałem (przez co musiałem potem pędzlem poprawiać biel), to jeszcze chlebówka okazała się bardziej podobna do plasteliny - nie udało mi się odkleić całości (miniaturowe grudki musiałem usuwać przy pomocy wykałaczki), ponadto pozostawiła na powierzchni modelu niewidzialny, tłusty nalot, który znacznie utrudnił późniejsze cieniowanie...
Ostatecznie wziąłem z powrotem do ręki pędzel; jak za dotknięciem magicznej różdżki cieniowanie wyszło mi naprawdę fajnie, nie wiem czy widać je na zdjęciach, ale jestem z niego wyjątkowo zadowolony. Metaliki też wyszły ładnie - to z kolei zasługa farb Vallejo z serii Air; są niesamowite.
Po skończonym malowaniu pokryłem całość Sidoluxem do nabłyszczania podłóg (niesamowity preparat - kiedyś o nim napiszę więcej), i już miałem się zabierać do zmatowienia modelu kiedy zorientowałem się, że skończyły mi się wszelkie lakiery akrylowe :( odgrzebałem więc starego Humbrola i... najpierw wylałem rozrobiony lakier, ponieważ pod wpływem firmowego (sic!) rozcieńczalnika zaczął się zbijać w grudki i nie mogłem go rozrobić do odpowiedniej konsystencji. Następnie rozcieńczyłem lakier spirytusem mineralnym, tym razem konsystencja była dobra, jednak w trakcie lakierowania szybko odkryłem że nawet cieniutka warstwa zmienia się po wyschnięciu w biały kurz, jakby ktoś pokrył model mąką...
ARGH!
Skończyło się na tym że zmyłem cały lakier spirytusem, poczekałem aż model wyschnie i naniosłem lakier bez rozcieńczania, za pomocą pędzla. Obiecałem sobie przy okazji że pierwszą rzeczą jaką zrobię nazajutrz będzie kupno lakieru akrylowego.
Jako sól sypana na otwartą ranę posłużyło mi moje fotograficzne oświetlenie - wciąż nie mam porządnej górnej lampy, zaś tło którego używam coraz bardziej mnie irytuje. Zaraz po kupnie lakieru mam zamiar nabyć porządny, czarny karton.
A oto i efekty mojej drogi przez katastrofy:
Do skończonych zamówień mogę także zaliczyć orkowe rydwany, wzbogacone savage orkami według życzenia klienta. Samo malowanie nie było specjalnie męczące (wszak to "trooper" czyli bejca), gorzej było ze zmontowaniem całości.... ale jakoś wyszło.
Coraz bardziej skłaniam się ku zmianie cennika. Niestety, malowanie zajmuje mi tyle czasu, że utrzymanie obecnych cen absolutnie przestaje mi się opłacać. Nie wiem jeszcze w którym kierunku to wszystko pójdzie, jak by nie było wciąż mam czekające zamówienia które uczciwie wykonam po umówionej wcześnie cenie, ale myślę że następne zlecenia będę już wyceniał inaczej...
Dość jednak tego marudzenia :) Trochę myśląc perspektywicznie, a trochę dla żartu zrobiłem sobie kosztorys mojego rozpisanego oddziału Space Marines (mówimy oczywiście o rozpisce na 2 edycję) na 1500 pkt. Według cennika GW armijka kosztować mnie będzie 834 zł. Myślę że projekt p.t. "Imperial Fists" jeszcze będzie musiał poczekać... ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trooper. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trooper. Pokaż wszystkie posty
piątek, 8 czerwca 2012
czwartek, 13 października 2011
Dippity dippy dip
Słowo honoru, dip jest największym wynalazkiem w malowaniu figurek do gier wojennych od czasów pożyczenia od modelarzy redukcyjnych metody drybrusha. Mówimy tu o malowaniu figurek do gier, a nie figurek ogólnie - w malowaniu "artystycznym" dip nie ma racji bytu, co najwyżej gdzieniegdzie lekki wash, a i to tylko jako część procesu a nie główna metoda.
Więc dip. Dla niewiedzących metoda polega na zanurzeniu całej pomalowanej figurki w bejcy do drewna, energicznym strzepnięciu nadwyżki i odstawieniu do wyschnięcia (minimum 24 godziny). Potem matowy lakier po całości (bo bejca po wyschnięciu błyszczy jak szkło), jakaś trawka na podstawkę, i figurkę meldujemy w oddziale.
Nie ma się co oszukiwać, figurki po dipie nie wygrają nam Golden Daemona, ale nie takie jest ich zadanie. Mają dobrze wyglądać na stole, ewentualnie stanowić tło dla wypieszczonych pędzlem bohaterów czy dowódców. Bejca ma też inną zaletę - po zaschnięciu tworzy bardzo twardą powłokę, czym dodatkowo zabezpiecza figurkę przed otarciami i obtłuczeniami. Wadą dipowania jest ogólne przytłumienie kolorów i miejscami zbyt mocne cienie (zależnie od anatomii figurki), to drugie można zminimalizować stosując tzw. splashing, czyli alternatywny sposób nakładania bejcy (za pomocą pędzla).
Jako że obraz jest wart tysiąca słów, pozwolę sobie zlinkować dwa filmiki instruktażowe, które najlepiej pokazują jak się stosuje bejcę:
1. Film producenta (dip): http://www.youtube.com/watch?v=Hw1b56j_gSI&feature=related
2. Film użytkownika (splashing): http://www.youtube.com/watch?v=oigIQJSrzi0&feature=related
Obie metody mają swoje wady i zalety.
Przy dipowaniu, oprócz mniejszej kontroli nad rozkładem cieni, mamy jeszcze zwiększone zużycie bejcy. Zaletą jest szybkość procesu - to co widać na filmie to wszystko co trzeba zrobić. Czas schnięcia pomijam, jest jednakowy w obu zastosowanych metodach.
Splashing pozwala na większą kontrolę rozkładu cieni oraz mniejsze zużycie farby, jednak zauważyłem że przy nakładaniu pędzlem bejca zaczyna schnąć prawie natychmiast, zwłaszcza jak się położy cienką warstwę w danym miejscu, przez co traci się łagodne przejścia charakterystyczne dla naturalnego spływania bejcy. Zaradzić można temu poprzez nakładanie większej ilości bejcy i natychmiastowe zdjęcie nadwyżki, tak jak to widać na drugim filmie. Jest też jeszcze jeden problem - nakładając bejcę pędzlem należy pamiętać o tym żeby ją wszędzie faktycznie położyć :) Zdarzyło mi się już na drugi dzień odkryć na figurce miejsca gdzie jakimś trafem nie było bejcy... Wszystko to znacznie wydłuża proces splashingu.
Nawet stosując klasyczny dip nie można się obyć bez okazjonalnego splashingu, powód jest prozaiczny - firma Army Painter w całej swej przenikliwości nie przewidziała tego, że puszki których używają są za małe do zanurzania modeli kawalerii. Że o potworach nie wspomnę. Oczywiście, wiadomo że takiego np. smoka raczej nie należy dipować (poza tym szkoda by było, to jednak z reguły centerpiece armii), ale już ogry czy inne juggernaughty można by.
Jasną dla wszystkich sprawą jest, że zamiast puszek Army Paintera można sobie pójść i kupić zwykłą bejcę do drewna za ok. 1/10 ceny. Osobiście nie wierzę żeby produkt Army Paintera specjalnie różnił się od zwykłej bejcy, mimo zapewnień producenta że jest "opracowany specjalnie dla wargamerów". Jednak kupując puszki AP wiem że będę miał ten sam odcień bejcy. Poza tym już jedną zakupiłem, a nie mam środków ani wystarczającej ilości figurek testowych żeby szukać odpowiednika w Castoramie czy Leroy Merlin.
Ponad to co napisałem wyżej, dip pozwala na naprawdę szybkie tworzenie oddziałów. Ot, malujemy figurkę podstawowymi kolorami, najlepiej na białym podkładzie bo szybciej otrzymamy pożądany kolor (czarny podkład może niektórym ułatwiać cieniowanie czy maskowanie niedociągnięć, ale my jedno i drugie w tym wypadku załatwimy przecież dipem), po czym zanurzamy, strzepujemy i voila. Trzeba tylko zwrócić uwagę żeby pomieszczenie w którym dokonujemy dipowania było przewietrzone i szczelne na czas schnięcia figurek (jakikolwiek pyłek, który wyląduje na schnącej bejcy, zostaje tam na zawsze). Nie należy też spędzać za dużo czasu ze schnącymi figurkami, bo bejca jednak wydziela opary które niekoniecznie mogą być dobre dla naszego zdrowia. Ja moje figurki zamykam w szafce z lekką szparą między drzwiczkami, w ten sposób mogę malować następne ludki.
Na zakończenie zareklamuję jeszcze matowy lakier Army Paintera - ten środek naprawdę jest matowy. Aż za bardzo. Jak się go napsika za dużo to potrafi figurce zmienić kolor. Trzeba go stosować oszczędnie, lekkimi natryskami; jak po wyschnięciu gdzieniegdzie prześwituje połysk można położyć drugą warstwę, ale to najlepiej oceniać na drugi dzień. No i ma jedną wadę - dusi potwornie. Nie lekceważcie tego - ja naprawdę mam doświadczenie ;) Pryskałem figurki i modele różnymi świństwami, malowałem aerografem zarówno emaliami jak i akrylami, myłem ten aerograf środkami na toluenie, wdychałem różne rozpuszczalniki i rozcieńczalniki, zmywałem figurki za pomocą nitro... i nic, ale to nic nie przydusiło mnie nigdy jak lakier matowy AP. OBOWIĄZKOWO maskę na twarz, nawet przy psikaniu na zewnątrz!
Na zupełne zakończenie - obiecane zdjęcie pamiątkowe 5 shade'ów. Jednego dnia zostali sklejeni, umyci, zapodstawkowani piaskiem i potraktowani podkładem, drugiego dnia - pomalowani i zanurzeni w dipie, trzeciego dnia - zmatowieni. Gdybym mógł poświęcić cały czas w ciągu dnia na figurki (a jeszcze niestety nie mogę), to taką piątkę robiłbym od A do Z przez pół dnia.
Z malarsko-wargamerskim pozdrowieniem - do następnego!
Więc dip. Dla niewiedzących metoda polega na zanurzeniu całej pomalowanej figurki w bejcy do drewna, energicznym strzepnięciu nadwyżki i odstawieniu do wyschnięcia (minimum 24 godziny). Potem matowy lakier po całości (bo bejca po wyschnięciu błyszczy jak szkło), jakaś trawka na podstawkę, i figurkę meldujemy w oddziale.
Nie ma się co oszukiwać, figurki po dipie nie wygrają nam Golden Daemona, ale nie takie jest ich zadanie. Mają dobrze wyglądać na stole, ewentualnie stanowić tło dla wypieszczonych pędzlem bohaterów czy dowódców. Bejca ma też inną zaletę - po zaschnięciu tworzy bardzo twardą powłokę, czym dodatkowo zabezpiecza figurkę przed otarciami i obtłuczeniami. Wadą dipowania jest ogólne przytłumienie kolorów i miejscami zbyt mocne cienie (zależnie od anatomii figurki), to drugie można zminimalizować stosując tzw. splashing, czyli alternatywny sposób nakładania bejcy (za pomocą pędzla).
Jako że obraz jest wart tysiąca słów, pozwolę sobie zlinkować dwa filmiki instruktażowe, które najlepiej pokazują jak się stosuje bejcę:
1. Film producenta (dip): http://www.youtube.com/watch?v=Hw1b56j_gSI&feature=related
2. Film użytkownika (splashing): http://www.youtube.com/watch?v=oigIQJSrzi0&feature=related
Obie metody mają swoje wady i zalety.
Przy dipowaniu, oprócz mniejszej kontroli nad rozkładem cieni, mamy jeszcze zwiększone zużycie bejcy. Zaletą jest szybkość procesu - to co widać na filmie to wszystko co trzeba zrobić. Czas schnięcia pomijam, jest jednakowy w obu zastosowanych metodach.
Splashing pozwala na większą kontrolę rozkładu cieni oraz mniejsze zużycie farby, jednak zauważyłem że przy nakładaniu pędzlem bejca zaczyna schnąć prawie natychmiast, zwłaszcza jak się położy cienką warstwę w danym miejscu, przez co traci się łagodne przejścia charakterystyczne dla naturalnego spływania bejcy. Zaradzić można temu poprzez nakładanie większej ilości bejcy i natychmiastowe zdjęcie nadwyżki, tak jak to widać na drugim filmie. Jest też jeszcze jeden problem - nakładając bejcę pędzlem należy pamiętać o tym żeby ją wszędzie faktycznie położyć :) Zdarzyło mi się już na drugi dzień odkryć na figurce miejsca gdzie jakimś trafem nie było bejcy... Wszystko to znacznie wydłuża proces splashingu.
Nawet stosując klasyczny dip nie można się obyć bez okazjonalnego splashingu, powód jest prozaiczny - firma Army Painter w całej swej przenikliwości nie przewidziała tego, że puszki których używają są za małe do zanurzania modeli kawalerii. Że o potworach nie wspomnę. Oczywiście, wiadomo że takiego np. smoka raczej nie należy dipować (poza tym szkoda by było, to jednak z reguły centerpiece armii), ale już ogry czy inne juggernaughty można by.
Jasną dla wszystkich sprawą jest, że zamiast puszek Army Paintera można sobie pójść i kupić zwykłą bejcę do drewna za ok. 1/10 ceny. Osobiście nie wierzę żeby produkt Army Paintera specjalnie różnił się od zwykłej bejcy, mimo zapewnień producenta że jest "opracowany specjalnie dla wargamerów". Jednak kupując puszki AP wiem że będę miał ten sam odcień bejcy. Poza tym już jedną zakupiłem, a nie mam środków ani wystarczającej ilości figurek testowych żeby szukać odpowiednika w Castoramie czy Leroy Merlin.
Ponad to co napisałem wyżej, dip pozwala na naprawdę szybkie tworzenie oddziałów. Ot, malujemy figurkę podstawowymi kolorami, najlepiej na białym podkładzie bo szybciej otrzymamy pożądany kolor (czarny podkład może niektórym ułatwiać cieniowanie czy maskowanie niedociągnięć, ale my jedno i drugie w tym wypadku załatwimy przecież dipem), po czym zanurzamy, strzepujemy i voila. Trzeba tylko zwrócić uwagę żeby pomieszczenie w którym dokonujemy dipowania było przewietrzone i szczelne na czas schnięcia figurek (jakikolwiek pyłek, który wyląduje na schnącej bejcy, zostaje tam na zawsze). Nie należy też spędzać za dużo czasu ze schnącymi figurkami, bo bejca jednak wydziela opary które niekoniecznie mogą być dobre dla naszego zdrowia. Ja moje figurki zamykam w szafce z lekką szparą między drzwiczkami, w ten sposób mogę malować następne ludki.
Na zakończenie zareklamuję jeszcze matowy lakier Army Paintera - ten środek naprawdę jest matowy. Aż za bardzo. Jak się go napsika za dużo to potrafi figurce zmienić kolor. Trzeba go stosować oszczędnie, lekkimi natryskami; jak po wyschnięciu gdzieniegdzie prześwituje połysk można położyć drugą warstwę, ale to najlepiej oceniać na drugi dzień. No i ma jedną wadę - dusi potwornie. Nie lekceważcie tego - ja naprawdę mam doświadczenie ;) Pryskałem figurki i modele różnymi świństwami, malowałem aerografem zarówno emaliami jak i akrylami, myłem ten aerograf środkami na toluenie, wdychałem różne rozpuszczalniki i rozcieńczalniki, zmywałem figurki za pomocą nitro... i nic, ale to nic nie przydusiło mnie nigdy jak lakier matowy AP. OBOWIĄZKOWO maskę na twarz, nawet przy psikaniu na zewnątrz!
Na zupełne zakończenie - obiecane zdjęcie pamiątkowe 5 shade'ów. Jednego dnia zostali sklejeni, umyci, zapodstawkowani piaskiem i potraktowani podkładem, drugiego dnia - pomalowani i zanurzeni w dipie, trzeciego dnia - zmatowieni. Gdybym mógł poświęcić cały czas w ciągu dnia na figurki (a jeszcze niestety nie mogę), to taką piątkę robiłbym od A do Z przez pół dnia.
Z malarsko-wargamerskim pozdrowieniem - do następnego!
piątek, 2 września 2011
Urodzeni w bólach
Pomiędzy zleceniami z byłej pracy, przygotowaniami do różnych festynów i wieszaniem żyrandola u matki w domu, udało mi się ostatecznie zakończyć prace nad oddziałem Black Orków. Żeby nie było zbyt łatwo, ostatnie dwa dni spędziłem na poszukiwaniu jednej, jedynej puszeczki matowego lakieru Army Paintera; okazuje się że jest to towar luksusowy, którego ani u Fabera, ani w Altdorfie, ani w Wargamerze nie było :( Ja nie wiem, czy oni się jakoś umawiają na dostawy że jednocześnie wszędzie znika i u wszystkich "będzie" w tym samym terminie? Tak czy inaczej, udało mi się ustrzelić ostatnią puszkę w Graalu w Galerii Mokotów i mogłem radośnie zapsikać ostatnich czterech (sic!) orków.
Jeśli przyjrzycie się uważnie powyższym zdjęciom, zauważycie zapewne kępki wysuszonej trawy na podstawkach; jest to moje najnowsze odkrycie pod tytułem "tuft". U nas dostępne są tufty produkcji Army Paintera, choć wydaje mi się że widziałem "na necie" także produkty Woodland Scenics. Tuft taki kupuje się w postaci gotowych kępek różnej wielkości przyczepionych do paska przezroczystej folii. Odrywa się taką kępkę, smaruje od spodu dowolnym klejem i stawia na podstawce. Szybko, łatwo, a efekt bardzo dobry. Tufty są dostępne w różnych kolorach, do orków zastosowałem "highland tuft". Polecam.
Na warsztat wjeżdża Hierophant z Warmachine (champion/hero) oraz oddział darkelfickich Shade'ów (trooper).
Na zakończenie jeszcze prawda objawiona:
Jeśli przyjrzycie się uważnie powyższym zdjęciom, zauważycie zapewne kępki wysuszonej trawy na podstawkach; jest to moje najnowsze odkrycie pod tytułem "tuft". U nas dostępne są tufty produkcji Army Paintera, choć wydaje mi się że widziałem "na necie" także produkty Woodland Scenics. Tuft taki kupuje się w postaci gotowych kępek różnej wielkości przyczepionych do paska przezroczystej folii. Odrywa się taką kępkę, smaruje od spodu dowolnym klejem i stawia na podstawce. Szybko, łatwo, a efekt bardzo dobry. Tufty są dostępne w różnych kolorach, do orków zastosowałem "highland tuft". Polecam.
Na warsztat wjeżdża Hierophant z Warmachine (champion/hero) oraz oddział darkelfickich Shade'ów (trooper).
Na zakończenie jeszcze prawda objawiona:
wtorek, 9 sierpnia 2011
Orcs orcs orcs
Jedno ze zleceń zbliża się do końca. Na razie gotowy pierwszy szereg, który był taki trochę "testowy" - reszta "chopakuf" jest malowana en masse, z wykorzystaniem doświadczeń z tejże właśnie pierwszej piątki. Jakość trooper, z wyłączeniem samego sztandaru.
Z innych newsów - udało mi się znaleźć chwilę na grę. Zagraliśmy w jedyną słuszną edycję Warhammera, znaczy 5-tą, 2000 pkt z turniejowymi ograniczeniami. Moje Imperium marginalnie wygrało z Undeadami Hergara (jednym punktem). Jak zwykle przy 5 edycji, było dużo radości :)
Z innych newsów - udało mi się znaleźć chwilę na grę. Zagraliśmy w jedyną słuszną edycję Warhammera, znaczy 5-tą, 2000 pkt z turniejowymi ograniczeniami. Moje Imperium marginalnie wygrało z Undeadami Hergara (jednym punktem). Jak zwykle przy 5 edycji, było dużo radości :)
wtorek, 5 lipca 2011
Pierwsze foty + cennik
Oczywiście nie wyszły tak jak chciałem - za błyszczące, prześwietlone (brak odpowiedniego oświetlenia spowodował użycie flasha żeby cokolwiek było widać, przez co świecą i wyszły im białe plamy)... No ale mniej więcej widać o co chodzi.
Przechodzimy zatem do konkretów, czyli cen. Na razie mogę malować w dwóch kategoriach jakościowo-cenowych: Trooper oraz Champion.
TROOPER
Podstawowe kolory plus cieniowanie bejcą (tzw. dip). Cena - 5 zł za figurkę, przy oddziale powyżej 20 modeli schodzi do 4 zł/fig (jest to również standardowa cena za figurki 1/72).
CHAMPION
Ręczne cieniowanie (3 warstwy minimum), miejscami wash lub drybrush (zależnie od potrzeb). Cena 12 zł za figurkę, oddział powyżej 20 figurek - 10 zł/fig.
(żeby zobaczyć obraz w pełnej rozdzielczości wystarczy kliknąć na miniaturę).
Powyższe ceny liczą się figurek pieszych, wielkości człowieka, w skali 28 mm (ok. 1/56), bez wykańczania podstawek. Figurki kawalerii - 150% ceny figurki pieszej. Większe figurki na chwilę obecną wymagają ustalenia ceny bezpośrednio ze mną.
Dodatkowo oferuję wykańczanie podstawek (+2 zł od figsa niezależnie od jakości) oraz (dla całych oddziałów) magnesowanie na tray'ach (zależnie od wielkości oddziału, dla standardowego 5x4 figurki orientacyjna cena to 20 złotych - materiały oraz sam tray wliczone w koszt).
Tadaam :)
Przechodzimy zatem do konkretów, czyli cen. Na razie mogę malować w dwóch kategoriach jakościowo-cenowych: Trooper oraz Champion.
TROOPER
Podstawowe kolory plus cieniowanie bejcą (tzw. dip). Cena - 5 zł za figurkę, przy oddziale powyżej 20 modeli schodzi do 4 zł/fig (jest to również standardowa cena za figurki 1/72).
CHAMPION
Ręczne cieniowanie (3 warstwy minimum), miejscami wash lub drybrush (zależnie od potrzeb). Cena 12 zł za figurkę, oddział powyżej 20 figurek - 10 zł/fig.
(żeby zobaczyć obraz w pełnej rozdzielczości wystarczy kliknąć na miniaturę).
Powyższe ceny liczą się figurek pieszych, wielkości człowieka, w skali 28 mm (ok. 1/56), bez wykańczania podstawek. Figurki kawalerii - 150% ceny figurki pieszej. Większe figurki na chwilę obecną wymagają ustalenia ceny bezpośrednio ze mną.
Dodatkowo oferuję wykańczanie podstawek (+2 zł od figsa niezależnie od jakości) oraz (dla całych oddziałów) magnesowanie na tray'ach (zależnie od wielkości oddziału, dla standardowego 5x4 figurki orientacyjna cena to 20 złotych - materiały oraz sam tray wliczone w koszt).
Tadaam :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















