A jednak się złamałem.
Po wielu krytycznych uwagach siadłem jeszcze raz do lokhirowego płaszcza. Przyznam szczerze że jest mi trochę wstyd - myślałem że już cokolwiek ogarniam z zakresu kontrastu i świateł, a tu się okazuje że nie bardzo...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hero. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hero. Pokaż wszystkie posty
sobota, 31 sierpnia 2013
wtorek, 27 sierpnia 2013
Lokhir Fellheart
Moje ostatnie malowidło - Lokhir Fellheart w całej krasie.
Jak pisałem wcześniej - byłem bardzo pozytywnie zaskoczony jakością figurki, i nie mówię tu o odlewie, ale o samym koncepcie i rzeźbie. Bez zbędnych dupereli i wydumanych kretynizmów cechujących ostatnie wybroczyny Gównianego Wydawcy. Bardzo przyjemnie się malowało.
piątek, 26 lipca 2013
Orkowe marudzenia...
Przyszedł ten moment kiedy muszę trochę ponarzekać.
Nie mam siły, czasu ani pieniędzy. Chodzi oczywiście o szeroko pojęte hobby - nie pamiętam już kiedy ostatnio grałem w cokolwiek bitewnego, twardo trzymam się postanowienia codziennego malowania, ale w efekcie wychodzi tego godzina, góra dwie. Projekty na Hussara na razie są tylko w mojej głowie, bo brak mi funduszy do zakupu odpowiednich figurek. Wracam lekko zmęczony z pracy, jednak zanim siądę do malowania jestem już doszczętnie zmielony przez mojego syna-rozrabiakę, w związku z czym malowanie idzie powoli. Od kilku dni kolejne figurki (w tym dwa zamówienia) leżą wypolerowane i czekają na podkładowanie aerografem, jednak codziennie okazuje się że "już" jest 21 i mały zasypia, więc nie mogę hałasować.
Nie mam siły, czasu ani pieniędzy. Chodzi oczywiście o szeroko pojęte hobby - nie pamiętam już kiedy ostatnio grałem w cokolwiek bitewnego, twardo trzymam się postanowienia codziennego malowania, ale w efekcie wychodzi tego godzina, góra dwie. Projekty na Hussara na razie są tylko w mojej głowie, bo brak mi funduszy do zakupu odpowiednich figurek. Wracam lekko zmęczony z pracy, jednak zanim siądę do malowania jestem już doszczętnie zmielony przez mojego syna-rozrabiakę, w związku z czym malowanie idzie powoli. Od kilku dni kolejne figurki (w tym dwa zamówienia) leżą wypolerowane i czekają na podkładowanie aerografem, jednak codziennie okazuje się że "już" jest 21 i mały zasypia, więc nie mogę hałasować.
poniedziałek, 24 czerwca 2013
Festiwal w Toruniu - Veni, Vidi... LOLWHUT?!?
Oto odbył się pierwszy w moim życiu konkurs. Właściwie to bardziej festiwal, zresztą zgodnie z założeniami - przede wszystkim chodziło o to żeby pooglądać figurki i porozmawiać z równie jak ja zakręconymi ludźmi :) Nawet nazywał się adekwatnie: II Festiwal Malarstwa i Rzeźby Figurkowej, Toruń 2013.
Długo by opowiadać. Naprawdę dłuuuuugo, tym bardziej że ja, jako świeżynka, odbierałem wszystko dwa razy "bardziej". Dlatego by nie zanudzać szanownej publiki postaram się przedstawić imprezę w skrócie, w formie fotorelacji. Gdyby ktoś chciał np. obejrzeć zdjęcia wszystkich stołów z ekspozycji, to zapraszam na gotowe już galerie: tutaj oraz facebookową tutaj. Polecam również lekturę relacji Arbala tutaj.
Zatem - od początku:
Długo by opowiadać. Naprawdę dłuuuuugo, tym bardziej że ja, jako świeżynka, odbierałem wszystko dwa razy "bardziej". Dlatego by nie zanudzać szanownej publiki postaram się przedstawić imprezę w skrócie, w formie fotorelacji. Gdyby ktoś chciał np. obejrzeć zdjęcia wszystkich stołów z ekspozycji, to zapraszam na gotowe już galerie: tutaj oraz facebookową tutaj. Polecam również lekturę relacji Arbala tutaj.
Zatem - od początku:
piątek, 14 czerwca 2013
Czas ucieka...
... a malowanie ledwo tylko ruszyło się do przodu.
To znaczy - malowałem dużo, ale niewiele widać. Oczywiście masa spraw zwaliła mi się na głowę, jak to zwykle bywa w sytuacjach kiedy czas jest ograniczony :( W związku z tym - co było do przewidzenia - z mojej początkowej reprezentacji ostały się dwie figurki które mają szanse na pomalowanie na czas. Nie przejmuję się zbytnio, ponieważ wolę pomalować dwie tak żebym był z nich w miarę zadowolony niż pomalować pięć i mieć cały czas poczucie że mogłem to zrobić lepiej.
Ponieważ przykładam się jak mogę, same metale na dwóch moich zawodnikach robiłem kilka wieczorów. Zdjęcia znów poglądowe, więc niestety nie widać całości efektu...
To znaczy - malowałem dużo, ale niewiele widać. Oczywiście masa spraw zwaliła mi się na głowę, jak to zwykle bywa w sytuacjach kiedy czas jest ograniczony :( W związku z tym - co było do przewidzenia - z mojej początkowej reprezentacji ostały się dwie figurki które mają szanse na pomalowanie na czas. Nie przejmuję się zbytnio, ponieważ wolę pomalować dwie tak żebym był z nich w miarę zadowolony niż pomalować pięć i mieć cały czas poczucie że mogłem to zrobić lepiej.
Ponieważ przykładam się jak mogę, same metale na dwóch moich zawodnikach robiłem kilka wieczorów. Zdjęcia znów poglądowe, więc niestety nie widać całości efektu...
poniedziałek, 3 czerwca 2013
"Huragan" Wołomin
Juuuuuż tłumaczę o co chodzi z tym tytułem :)
Otóż kiedy jeździłem w odwiedziny do swojej przyszłej żony, pociągiem do Wołomina, za każdym razem mijałem znajdujący się po drodze stadion tego klubu. I tak sobie czasem myślałem, co sobie obiecują grający w nim piłkarze. Przecież wiadomo że ekstraklasy z tego nie będzie, po samym stadionie widać. Więc po co?
I za każdym razem dochodziłem do tego samego wniosku: po to żeby grać. Może to i wyidealizowane wyobrażenie, wszak nie śledzę tematów piłkarskich i nie wiem jak to od podszewki wygląda, ale przecież po to są te ligi żeby któreś były pierwsze, a któreś drugie albo trzecie. Gdyby wszyscy byli na tym samym poziomie - nie było by najlepszych. Więc i takie "Huragany" mają swoje, bardzo potrzebne miejsce.
A jaki to ma związek z figurkami? Otóż wielkimi krokami zbliżają się wspomniane przeze mnie ostatnio konkursy - Festiwal w Toruniu i MoI w Radomiu. Na oba się wybieram. Wiem że nie wygram. Więc po co? Ano właśnie po to żeby ktoś lepszy mógł wygrać, żeby było z czego wybierać. Żeby robić tło jako ta IV liga*.
Tak poza tym - żeby w tym uczestniczyć, po prostu. Poznać innych malarzy, pogadać przy jakimś zacnym trunku o przewadze NMM nad TMM (lub na odwrót), popatrzeć jak na żywo wygląda to lepsze malowanie.
Więc działam! Oto moja IV-ligowa reprezentacja:
Od lewej mamy: Dark Elfa z GW, dwoje rzezimieszków z Reapera (do winietki typu "pojedynek"), orkowy boss z Forge World (łapy z toporem oddzielnie), i w pierwszym rzędzie: wojowniczka z Hasslefree (ręka z tarczą oddzielnie) oraz jedyna w tym zespole figurka 54 mm - rycerz z Andrea Miniatures.
Dark Elf i Ork są tak naprawdę figurkami malowanymi na zamówienie, ale nie mam czasu by zająć się tylko modelami na konkurs, więc uzupełniają szeregi.
W tym poście chciałbym się nieco skupić na figurce z Andrea Miniatures. Pisałem już o niej wcześniej, kiedy to dostałem ją w prezencie od przyjaciół :) Kiedy zdecydowałem się pomalować ją na konkurs, okazało się że rzeźba twarzy niezbyt przypomina Orlando Blooma. Co więcej, po przeszukaniu coolminiornot okazało się, że nawet lepsi ode mnie malarze nie są w stanie upodobnić jej do Legolasa z zarostem. W związku z tym postanowiłem odpuścić i zająć się nią w inny sposób.
Od jakiegoś czasu interesuje mnie średniowieczna i renesansowa armia Hiszpanii. Różniła się zasadniczo od innych europejskich armii z powodu ciągłych walk z Maurami w ramach tzw. Rekonkwisty - czyli odbierania ziem hiszpańskich z rąk muzułmanów, które trwało od IX w. aż do upadku Grenady w 1492 roku... Ekhem, dobra, zapędzam się. W każdym razie na przełomie XII i XIII wieku w ówczesnych hiszpańskich królestwach powstały 4 rycerskie zakony, wzorowane na Templariuszach i Joannitach. Najznaczniejszym z nich (choć nie pierwszym) był zakon św. Jakuba, patrona Hiszpanii, który dla klimatu i przez hipsterskie podejście do historii nazywał będę oryginalnie: Orden de Santiago.
Ciekawą cechą hiszpańskich zakonów były ich krzyże, z których ten od Santiago różnił się od pozostałych (wszystkie trzy pozostałe zakony miały krzyże w tym samym kształcie, różniące się kolorem). W odróżnieniu od relatywnie prostych krzyży popularnych w Ziemi Świętej, te hiszpańskie były urozmaicone i wręcz ozdobne.
Uznałem że krzyż zakonu Calatrava jednak przekracza moje możliwości freehandowe, w związku z czym stanęło na Santiago. Oczywiście, jeśli rycerz-zakonnik, to musi być brodaty - więc złapałem za miliput i dorobiłem mu brodę:
Choć sama broda cudem rzeźby nie jest, to jednak w miarę wpasowała się w klimat figurki.
Żeby lepiej oddać efekt ostrego, hiszpańskiego słońca, postanowiłem na figurce zastosować tzw. "pre-shading", czyli podkładowanie ciemnym i jasnym kolorem. W tym wypadku najpierw całość pokryłem czarnym primerem (wszystkie podkłady robię primerami Vallejo za pomocą aerografu), następnie od góry, pod lekkim kątem, obsikałem całość szarym. Dzięki temu mniej-więcej widać gdzie światło byłoby najostrzejsze, a więc gdzie najbardziej trzeba będzie figurkę rozjaśnić.
Prace idą powoli ze względów o których już nie raz pisałem, ale wciąż jestem dobrej myśli. Nawet podstawki już mam mniej-więcej zaplanowane i częściowo zbudowane (a jak wiadomo, na konkurs nie wypada mieć zwykłych plastikowych kwadracików):
Przez ostatni weekend (a przynajmniej tyle ile miałem z niego do dyspozycji) oprócz położenia podkładu udało mi się dokonać pierwszych maźnięć. Od razu zaznaczam że fotki są mocno WiP, więc niewiele na nich widać poza samym faktem pomalowania ;)
Jak widać - plany mam ambitne, zobaczymy ile z nich uda się wykonać :)
* Już po wymyśleniu wstępu do tego posta dowiedziałem się przypadkowo, że Huragan Wołomin właśnie awansował z IV do III ligi... czyżby dobry omen? :P
Otóż kiedy jeździłem w odwiedziny do swojej przyszłej żony, pociągiem do Wołomina, za każdym razem mijałem znajdujący się po drodze stadion tego klubu. I tak sobie czasem myślałem, co sobie obiecują grający w nim piłkarze. Przecież wiadomo że ekstraklasy z tego nie będzie, po samym stadionie widać. Więc po co?
I za każdym razem dochodziłem do tego samego wniosku: po to żeby grać. Może to i wyidealizowane wyobrażenie, wszak nie śledzę tematów piłkarskich i nie wiem jak to od podszewki wygląda, ale przecież po to są te ligi żeby któreś były pierwsze, a któreś drugie albo trzecie. Gdyby wszyscy byli na tym samym poziomie - nie było by najlepszych. Więc i takie "Huragany" mają swoje, bardzo potrzebne miejsce.
A jaki to ma związek z figurkami? Otóż wielkimi krokami zbliżają się wspomniane przeze mnie ostatnio konkursy - Festiwal w Toruniu i MoI w Radomiu. Na oba się wybieram. Wiem że nie wygram. Więc po co? Ano właśnie po to żeby ktoś lepszy mógł wygrać, żeby było z czego wybierać. Żeby robić tło jako ta IV liga*.
Tak poza tym - żeby w tym uczestniczyć, po prostu. Poznać innych malarzy, pogadać przy jakimś zacnym trunku o przewadze NMM nad TMM (lub na odwrót), popatrzeć jak na żywo wygląda to lepsze malowanie.
Więc działam! Oto moja IV-ligowa reprezentacja:
Od lewej mamy: Dark Elfa z GW, dwoje rzezimieszków z Reapera (do winietki typu "pojedynek"), orkowy boss z Forge World (łapy z toporem oddzielnie), i w pierwszym rzędzie: wojowniczka z Hasslefree (ręka z tarczą oddzielnie) oraz jedyna w tym zespole figurka 54 mm - rycerz z Andrea Miniatures.
Dark Elf i Ork są tak naprawdę figurkami malowanymi na zamówienie, ale nie mam czasu by zająć się tylko modelami na konkurs, więc uzupełniają szeregi.
W tym poście chciałbym się nieco skupić na figurce z Andrea Miniatures. Pisałem już o niej wcześniej, kiedy to dostałem ją w prezencie od przyjaciół :) Kiedy zdecydowałem się pomalować ją na konkurs, okazało się że rzeźba twarzy niezbyt przypomina Orlando Blooma. Co więcej, po przeszukaniu coolminiornot okazało się, że nawet lepsi ode mnie malarze nie są w stanie upodobnić jej do Legolasa z zarostem. W związku z tym postanowiłem odpuścić i zająć się nią w inny sposób.
Od jakiegoś czasu interesuje mnie średniowieczna i renesansowa armia Hiszpanii. Różniła się zasadniczo od innych europejskich armii z powodu ciągłych walk z Maurami w ramach tzw. Rekonkwisty - czyli odbierania ziem hiszpańskich z rąk muzułmanów, które trwało od IX w. aż do upadku Grenady w 1492 roku... Ekhem, dobra, zapędzam się. W każdym razie na przełomie XII i XIII wieku w ówczesnych hiszpańskich królestwach powstały 4 rycerskie zakony, wzorowane na Templariuszach i Joannitach. Najznaczniejszym z nich (choć nie pierwszym) był zakon św. Jakuba, patrona Hiszpanii, który dla klimatu i przez hipsterskie podejście do historii nazywał będę oryginalnie: Orden de Santiago.
Ciekawą cechą hiszpańskich zakonów były ich krzyże, z których ten od Santiago różnił się od pozostałych (wszystkie trzy pozostałe zakony miały krzyże w tym samym kształcie, różniące się kolorem). W odróżnieniu od relatywnie prostych krzyży popularnych w Ziemi Świętej, te hiszpańskie były urozmaicone i wręcz ozdobne.
Krzyż Orden de Santiago
Orden de Calatrava
Orden de Montesa
Orden de Alcantara
Uznałem że krzyż zakonu Calatrava jednak przekracza moje możliwości freehandowe, w związku z czym stanęło na Santiago. Oczywiście, jeśli rycerz-zakonnik, to musi być brodaty - więc złapałem za miliput i dorobiłem mu brodę:
Na zdjęciu widać także Liquid Green Stuff, którego użyłem do wyrównania powierzchni figurki.
Choć sama broda cudem rzeźby nie jest, to jednak w miarę wpasowała się w klimat figurki.
Żeby lepiej oddać efekt ostrego, hiszpańskiego słońca, postanowiłem na figurce zastosować tzw. "pre-shading", czyli podkładowanie ciemnym i jasnym kolorem. W tym wypadku najpierw całość pokryłem czarnym primerem (wszystkie podkłady robię primerami Vallejo za pomocą aerografu), następnie od góry, pod lekkim kątem, obsikałem całość szarym. Dzięki temu mniej-więcej widać gdzie światło byłoby najostrzejsze, a więc gdzie najbardziej trzeba będzie figurkę rozjaśnić.
Prace idą powoli ze względów o których już nie raz pisałem, ale wciąż jestem dobrej myśli. Nawet podstawki już mam mniej-więcej zaplanowane i częściowo zbudowane (a jak wiadomo, na konkurs nie wypada mieć zwykłych plastikowych kwadracików):
Przez ostatni weekend (a przynajmniej tyle ile miałem z niego do dyspozycji) oprócz położenia podkładu udało mi się dokonać pierwszych maźnięć. Od razu zaznaczam że fotki są mocno WiP, więc niewiele na nich widać poza samym faktem pomalowania ;)
Kusi mnie żeby jeszcze urozmaicić oczy blikami i źrenicami, ale nie chcę z drugiej strony żeby zanadto się wybijały, bo rycerz ma zerkać "spode łba"...
Niestety, przejścia wyszły trochę chropowate, choć z samych kolorów jestem zadowolony.
Ta fotka wygląda strasznie, ale to kwestia powiększenia i słabego
światła - wojowniczka z Hasslefree jest naprawdę, ale to naprawdę
drobniutka. Nie wiem czy to nie najmniejsza figurka (poza 15 mm) którą
miałem okazję malować...
Jak widać - plany mam ambitne, zobaczymy ile z nich uda się wykonać :)
* Już po wymyśleniu wstępu do tego posta dowiedziałem się przypadkowo, że Huragan Wołomin właśnie awansował z IV do III ligi... czyżby dobry omen? :P
niedziela, 19 maja 2013
Krasnoludzki chorąży i kilka newsów.
W końcu się udało :)
Po obfitującym we wpisy marcu i dużo słabszym kwietniu mamy w końcu maj, z tym oto - jedynym jak na razie - postem. Cóż, brzmi to banalnie, ale nowa praca (taka prawdziwa, 8 godzin dziennie plus dojazdy) oraz rosnący jak na drożdżach synek nie pozostawiają mi zbyt dużo czasu na malowanie. Czasem mi się po prostu już nie chce.
Niemniej po pierwszych ciężkich tygodniach postanowiłem wziąć się w garść i maluję co wieczór, 1-2 godziny. Dzięki temu udało się skończyć krasnoludzkiego chorążego z Forge World.
Wydaje mi się że sam ludzik nie wyszedł tak ciekawie jak prezentowany wcześniej lord. Może tamten miał bardziej urozmaiconą brodę?
No i sam sztandar. Jak wspominałem na stronie fb, chciałem na samej szmatce uzyskać efekt poprzecieranej tkaniny. Jak wyszło - oceńcie sami. Natomiast przerażająca ilość złotych medalików jest chyba powodem dla którego tak długo mi się zeszło. Nabrałem przy okazji pewnej niechęci do ilości detali na figurkach FW...
W kolejce teraz mam dużego warjacka do Warmachine, bandę dzikich orków oraz trochę dark elfów. Z tych ostatnich jedna lub dwie figurki wejdą do mojego zestawu konkursowego, który szykuję na czerwiec - mają wtedy miejsce dwa konkursy, w odstępie zaledwie tygodnia: II Festiwal Malarstwa i Rzeźby Figurkowej w Toruniu oraz Masters of Imagination w Radomiu. Mam zamiar pojawić się na obydwu, mimo że nie czuję się jeszcze na odpowiednim poziomie do wygrywania czegokolwiek. Ale - jak to ktoś słusznie zauważył - ktoś też musi przegrać, więc moje figurki będą robić tło.
Na poniższym zdjęciu widać to co do tej pory postanowiłem pomalować. Został miesiąc - wątpię żebym się z tym wszystkim wyrobił...
Po obfitującym we wpisy marcu i dużo słabszym kwietniu mamy w końcu maj, z tym oto - jedynym jak na razie - postem. Cóż, brzmi to banalnie, ale nowa praca (taka prawdziwa, 8 godzin dziennie plus dojazdy) oraz rosnący jak na drożdżach synek nie pozostawiają mi zbyt dużo czasu na malowanie. Czasem mi się po prostu już nie chce.
Niemniej po pierwszych ciężkich tygodniach postanowiłem wziąć się w garść i maluję co wieczór, 1-2 godziny. Dzięki temu udało się skończyć krasnoludzkiego chorążego z Forge World.
Wydaje mi się że sam ludzik nie wyszedł tak ciekawie jak prezentowany wcześniej lord. Może tamten miał bardziej urozmaiconą brodę?
No i sam sztandar. Jak wspominałem na stronie fb, chciałem na samej szmatce uzyskać efekt poprzecieranej tkaniny. Jak wyszło - oceńcie sami. Natomiast przerażająca ilość złotych medalików jest chyba powodem dla którego tak długo mi się zeszło. Nabrałem przy okazji pewnej niechęci do ilości detali na figurkach FW...
W kolejce teraz mam dużego warjacka do Warmachine, bandę dzikich orków oraz trochę dark elfów. Z tych ostatnich jedna lub dwie figurki wejdą do mojego zestawu konkursowego, który szykuję na czerwiec - mają wtedy miejsce dwa konkursy, w odstępie zaledwie tygodnia: II Festiwal Malarstwa i Rzeźby Figurkowej w Toruniu oraz Masters of Imagination w Radomiu. Mam zamiar pojawić się na obydwu, mimo że nie czuję się jeszcze na odpowiednim poziomie do wygrywania czegokolwiek. Ale - jak to ktoś słusznie zauważył - ktoś też musi przegrać, więc moje figurki będą robić tło.
Na poniższym zdjęciu widać to co do tej pory postanowiłem pomalować. Został miesiąc - wątpię żebym się z tym wszystkim wyrobił...
piątek, 5 kwietnia 2013
Siła spokoju
Brolg Grimnirson oparł opancerzoną dłoń o swój wysłużony, runiczny topór, westchnął i spojrzał na hordy orków ciągnące się jak okiem sięgnąć na całą szerokość doliny.
- Lordzie Grimnirson, zwiadowcy donoszą że zielonoskórzy mogą być w sile nawet 10 tysięcy - dobiegł go zza pleców głos porucznika.
Brolg westchnął ponownie i skrzywił się lekko. "Te gołowąsy" - pomyślał. - "Kilku śmierdzących orków i już wpadają w panikę".
Splunął i mruknął, nie odwracając wzroku od wroga.
- Najpierw im wrzepimy, a potem będziemy liczyć.
Wciąż mam mieszane uczucia wobec Vallejo Liquid Gold. Co prawda efekt daje świetny, ale ciężko się cieniuje, a poza tym jeszcze nie doszedłem do połowy słoiczka, a już zaczyna konsystencją przypominać klej :/
Tak czy inaczej - oto skończony lord z Forge World.
- Lordzie Grimnirson, zwiadowcy donoszą że zielonoskórzy mogą być w sile nawet 10 tysięcy - dobiegł go zza pleców głos porucznika.
Brolg westchnął ponownie i skrzywił się lekko. "Te gołowąsy" - pomyślał. - "Kilku śmierdzących orków i już wpadają w panikę".
Splunął i mruknął, nie odwracając wzroku od wroga.
- Najpierw im wrzepimy, a potem będziemy liczyć.
Wciąż mam mieszane uczucia wobec Vallejo Liquid Gold. Co prawda efekt daje świetny, ale ciężko się cieniuje, a poza tym jeszcze nie doszedłem do połowy słoiczka, a już zaczyna konsystencją przypominać klej :/
Tak czy inaczej - oto skończony lord z Forge World.
sobota, 30 marca 2013
Brodata furia
Model - Forge World
Podstawka - Scibor Monstrous Miniatures
Farby - Reaper Master Series, Vallejo Model Color, Vallejo Liquid Gold, Citadel
Pigmenty - MIG
Muzyka - Bolt Thrower "Realm of Chaos" i "Warmaster" (+ gościnnie porykiwania mojego syna)
Kawa - Nescafe
Herbata - Dilmah
No i chyba w końcu ogarnąłem balans bieli na fotografiach :)
Podstawka - Scibor Monstrous Miniatures
Farby - Reaper Master Series, Vallejo Model Color, Vallejo Liquid Gold, Citadel
Pigmenty - MIG
Muzyka - Bolt Thrower "Realm of Chaos" i "Warmaster" (+ gościnnie porykiwania mojego syna)
Kawa - Nescafe
Herbata - Dilmah
No i chyba w końcu ogarnąłem balans bieli na fotografiach :)
środa, 27 marca 2013
Depora Azinrae, Dark Elf
Śledzący me poczynania na facebooku z pewnością rozpoznają w poniższej figurce Gąskę Balbinkę ;)
Oto i ona. W rzeczywistości nazywa się Depora Azinrae i pochodzi z linii Pathfinder produkowanej przez firmę Reaper. Służyć będzie jako kapitan Korsarzy Dark Elfów w armii znajomego/klienta.
Jest to, jak do tej pory, najbardziej zaawansowane malowanie jakie miałem okazję uskutecznić.
Figurka w całości pomalowana farbami Reaper Master Series oraz Vallejo (Model Color i Air Color). Na podstawkę wkradł się Dheneb Stone (Citadel). Złoto to Old Gold z Vallejo (Liquid Gold) z dodatkiem starego dobrego Brown Ink od Citadela.
Oto i ona. W rzeczywistości nazywa się Depora Azinrae i pochodzi z linii Pathfinder produkowanej przez firmę Reaper. Służyć będzie jako kapitan Korsarzy Dark Elfów w armii znajomego/klienta.
Jest to, jak do tej pory, najbardziej zaawansowane malowanie jakie miałem okazję uskutecznić.
Figurka w całości pomalowana farbami Reaper Master Series oraz Vallejo (Model Color i Air Color). Na podstawkę wkradł się Dheneb Stone (Citadel). Złoto to Old Gold z Vallejo (Liquid Gold) z dodatkiem starego dobrego Brown Ink od Citadela.
piątek, 22 lutego 2013
Te (niekoniecznie) czarne oczy...
Słowo się rzekło - kobyłka u płota, jak mówi stare przysłowie.
Na początek proponuję zapoznać się z powyższym filmikiem - mimo że narracja jest w języku angielskim, pokazuje dość wyraźnie podstawowe zagadnienia związane z malowaniem oczu na figurce, co wielu osobom przysparza niejakich problemów.
Po obejrzeniu tego materiału postanowiłem zastosować świeżo zdobytą wiedzę na figurce 28 mm, jednak zanim przejdziemy do części "krok-po-kroku" chciałbym jeszcze podzielić się paroma przemyśleniami, których nie ma w filmie.
Przede wszystkim źrenice/tęczówki należy malować symetrycznie. Nieważne czy ludek ma patrzeć w lewo, w prawo czy wprost - nie powinien mieć zeza! Jeśli malujemy ludka patrzącego wprost, dobrą wytyczną są kąciki ust - jeśli źrenica będzie się z nimi pokrywać w linii pionowej, będzie ok.
Drugą sprawą jest orientacja pionowa tęczówek. Dzięki temu możemy nadać twarzy figurki dużo wyrazu, często więcej niż sama mimika nadana jej przez rzeźbiarza. Pozwoliłem sobie na szybko zrobić poglądowy rysunek:
1 - neutralne, naturalne położenie źrenicy. Większa część tęczówki ukryta jest pod górną powieką, dolna jej krawędź ledwo wchodzi pod dolną powiekę (lub jej dotyka). Takie coś malujemy na większości figurek.
2 - spojrzenie w górę; pomiędzy dolną powieką a tęczówką jest widoczny odstęp. Jeśli figurka ma pochyloną twarz, możemy poprzez takie umiejscowienie uzyskać fajny efekt patrzenia "spode łba" :)
3 - patrzenie w dół, mało naturalne (zazwyczaj odruchowo pochylamy twarz by na coś spojrzeć). Ma dwa fajne zastosowania: na figurkach z uniesioną twarzą możemy uzyskać efekt szału (przydatne u flagellantów, maruderów Chaosu i innych berserkerów); na innych figurkach można w ten sposób symulować przerażenie (tak wyglądają oczy "rozszerzone ze strachu").
4 - źrenica centralnie pomiędzy powiekami. Rzadko spotykane i raczej nienaturalne ułożenie; najlepiej nie stosować w figurkach żeby nie wyglądały sztucznie.
Co jeszcze? Rozrzedzać farbę, nie pić zbyt dużo kawy przed malowaniem i postarać się o dobre oświetlenie i podparcie dla rąk :)
Obiektem mojego eksperymentu została figurka Reapera z linii Pathfinder, którą nabyłem na zeszłorocznym Hussarze. Ma dość duże jak na tą skalę, dobrze wyrzeźbione oczy, więc było na czym poćwiczyć. Do malowania użyłem mojego wysłużonego pędzelka, na którym zostało niewiele włosia; używam go właściwie tylko do malowania oczu. Zaletą takiego zdezelowanego pędzla jest to że nie nabiera za dużo farby, dzięki czemu zmniejsza się ryzyko rozlania po malowanej powierzchni.
Zaplanowałem dla tej figurki zielone oczy, więc wybrałem odpowiednie farbki Reapera:
Już wcześniej położyłem na figurce bazowy kolor skóry. Malowanie oczu zacząłem od białek. Zgodnie z poradą w filmie (zresztą czytałem o tym już w kilku poradnikach) użyłem do tego nie czystej bieli, lecz lekko kremowej farby P3 Menoth White Highlight:
Następnie dodałem czystej bieli (ok. 2 części bieli do 1 części Menoth White Highlight) i rozjaśniłem środki białek (nie do końca widać to niestety na zdjęciu):
Teraz zaczynamy zabawę: ciemniejszą zielenią namalowałem tęczówki. Jak widać nie przejmowałem się wyjeżdżaniem poza białka w pionie; koncentrowałem się na odpowiednim umieszczeniu tęczówek w poziomie. Figurka będzie patrzyła wprost:
Kolejny krok to rozjaśnienie tęczówek - tu już się napociłem żeby trafić w środek uprzednio namalowanych plamek :)
Następnie źrenice - tu popełniłem mały błąd: powinienem był namalować je zwykłym tuszem kreślarskim. Schnie on nieco dłużej niż farba i lepiej spływa z pędzla, dzięki czemu wystarczy raz dotknąć pożądanego miejsca i już jest tam czarna kropka. Ja wziąłem czarną farbę Reapera, przez co musiałem zrobić źrenice na kilka dotknięć, no i troszkę zapaskudziłem tęczówki...
... ale na szczęście został mi jeszcze jeden krok - blik, czyli odbicie światła od oka. Tu też się skoncentrowałem i prawie odgryzłem sobie język, ale udało mi się umieścić dwie białe plamki symetrycznie.
Dzięki temu zamaskowałem lekko czarne zabrudzenia na tęczówce. Jest to poza tym sposób na oszukiwanie oka - w tej skali kombinacja koloru, czerni i białej plamki i tak mówi nam że patrzymy na oko :)
Ostatnim krokiem było poprawienie zabrudzeń na twarzy podstawowym kolorem skóry:
Oczy skończone, teraz będzie można cieniować twarz - co też ma wpływ na "wyraz twarzy" figurki.
Mam nadzieję że cokolwiek ciekawego znaleźliście w tym przydługim poście.
Aroha nui :)
Po obejrzeniu tego materiału postanowiłem zastosować świeżo zdobytą wiedzę na figurce 28 mm, jednak zanim przejdziemy do części "krok-po-kroku" chciałbym jeszcze podzielić się paroma przemyśleniami, których nie ma w filmie.
Przede wszystkim źrenice/tęczówki należy malować symetrycznie. Nieważne czy ludek ma patrzeć w lewo, w prawo czy wprost - nie powinien mieć zeza! Jeśli malujemy ludka patrzącego wprost, dobrą wytyczną są kąciki ust - jeśli źrenica będzie się z nimi pokrywać w linii pionowej, będzie ok.
Drugą sprawą jest orientacja pionowa tęczówek. Dzięki temu możemy nadać twarzy figurki dużo wyrazu, często więcej niż sama mimika nadana jej przez rzeźbiarza. Pozwoliłem sobie na szybko zrobić poglądowy rysunek:
1 - neutralne, naturalne położenie źrenicy. Większa część tęczówki ukryta jest pod górną powieką, dolna jej krawędź ledwo wchodzi pod dolną powiekę (lub jej dotyka). Takie coś malujemy na większości figurek.
2 - spojrzenie w górę; pomiędzy dolną powieką a tęczówką jest widoczny odstęp. Jeśli figurka ma pochyloną twarz, możemy poprzez takie umiejscowienie uzyskać fajny efekt patrzenia "spode łba" :)
3 - patrzenie w dół, mało naturalne (zazwyczaj odruchowo pochylamy twarz by na coś spojrzeć). Ma dwa fajne zastosowania: na figurkach z uniesioną twarzą możemy uzyskać efekt szału (przydatne u flagellantów, maruderów Chaosu i innych berserkerów); na innych figurkach można w ten sposób symulować przerażenie (tak wyglądają oczy "rozszerzone ze strachu").
4 - źrenica centralnie pomiędzy powiekami. Rzadko spotykane i raczej nienaturalne ułożenie; najlepiej nie stosować w figurkach żeby nie wyglądały sztucznie.
Co jeszcze? Rozrzedzać farbę, nie pić zbyt dużo kawy przed malowaniem i postarać się o dobre oświetlenie i podparcie dla rąk :)
Obiektem mojego eksperymentu została figurka Reapera z linii Pathfinder, którą nabyłem na zeszłorocznym Hussarze. Ma dość duże jak na tą skalę, dobrze wyrzeźbione oczy, więc było na czym poćwiczyć. Do malowania użyłem mojego wysłużonego pędzelka, na którym zostało niewiele włosia; używam go właściwie tylko do malowania oczu. Zaletą takiego zdezelowanego pędzla jest to że nie nabiera za dużo farby, dzięki czemu zmniejsza się ryzyko rozlania po malowanej powierzchni.
Zaplanowałem dla tej figurki zielone oczy, więc wybrałem odpowiednie farbki Reapera:
Już wcześniej położyłem na figurce bazowy kolor skóry. Malowanie oczu zacząłem od białek. Zgodnie z poradą w filmie (zresztą czytałem o tym już w kilku poradnikach) użyłem do tego nie czystej bieli, lecz lekko kremowej farby P3 Menoth White Highlight:
Następnie dodałem czystej bieli (ok. 2 części bieli do 1 części Menoth White Highlight) i rozjaśniłem środki białek (nie do końca widać to niestety na zdjęciu):
Teraz zaczynamy zabawę: ciemniejszą zielenią namalowałem tęczówki. Jak widać nie przejmowałem się wyjeżdżaniem poza białka w pionie; koncentrowałem się na odpowiednim umieszczeniu tęczówek w poziomie. Figurka będzie patrzyła wprost:
Kolejny krok to rozjaśnienie tęczówek - tu już się napociłem żeby trafić w środek uprzednio namalowanych plamek :)
Następnie źrenice - tu popełniłem mały błąd: powinienem był namalować je zwykłym tuszem kreślarskim. Schnie on nieco dłużej niż farba i lepiej spływa z pędzla, dzięki czemu wystarczy raz dotknąć pożądanego miejsca i już jest tam czarna kropka. Ja wziąłem czarną farbę Reapera, przez co musiałem zrobić źrenice na kilka dotknięć, no i troszkę zapaskudziłem tęczówki...
... ale na szczęście został mi jeszcze jeden krok - blik, czyli odbicie światła od oka. Tu też się skoncentrowałem i prawie odgryzłem sobie język, ale udało mi się umieścić dwie białe plamki symetrycznie.
Dzięki temu zamaskowałem lekko czarne zabrudzenia na tęczówce. Jest to poza tym sposób na oszukiwanie oka - w tej skali kombinacja koloru, czerni i białej plamki i tak mówi nam że patrzymy na oko :)
Ostatnim krokiem było poprawienie zabrudzeń na twarzy podstawowym kolorem skóry:
Oczy skończone, teraz będzie można cieniować twarz - co też ma wpływ na "wyraz twarzy" figurki.
Mam nadzieję że cokolwiek ciekawego znaleźliście w tym przydługim poście.
Aroha nui :)
piątek, 16 listopada 2012
Skala 1:1
W domu się uspokoiło, zapanowała cisza... Resztką sił siadłem do komputera by wstukać parę słów wyjaśnienia.
Otóż szczęśliwym zrządzeniem losu zostałem tatą! Moja najnowsza (i jedyna jak na razie) figurka w skali 1:1 została dostarczona 3 listopada. Fakt że od momentu zamówienia minęło 9 miesięcy, ale firma Natura tak już ma, że na dostawę trzeba zaczekać...
Co ważne w kontekście tego bloga i mojej działalności malarsko-wargamowej, od momentu dostarczenia nowa figurka absorbuje mnie tak bardzo że nie mam w ogóle czasu na jakiekolwiek inne działania. Pozwolę sobie to zilustrować zdjęciami:
Proszę więc o wyrozumiałość w kwestii częstotliwości pojawiania się nowych postów. Ostatnie dni przed dostawą pełne były emocji i dopinania wszystkiego na ostatni guzik, natomiast od momentu pojawienia się miniaturka na świecie dni pełne są wszystkiego poza snem.
Żeby jednak pokazać, że nie poddałem się do końca, oto garść nowinek:
Kilka tygodni temu pomalowałem figurkę dla kolegi w prezencie. Niestety, spieszyłem się żeby zdążyć na urodzinową imprezę, i zdjęcia które robiłem na szybko wyszły dość koszmarnie, tzn. lakier matowy nie zdążył wyschnąć do końca i nie miałem czasu pomanewrować z oświetleniem. W efekcie figurka błyszczy się jak pokryta Sidoluxem, stąd tylko jedno poglądowe zdjęcie:
Zaraz po miniaturku otrzymałem również zamówione farbki Reaper. Do tej pory miałem tylko kilka sztuk (w tym jedną triadę), ale byłem pod wrażeniem ich właściwości krycia, jakości koloru i doboru odcieni w triadzie. Dlatego postanowiłem się szarpnąć i wzbogacić moją paletę o kilka kolejnych triad, które z pewnością ułatwią mi malowanie w jakości "champion".
Na razie to tyle. Za jakiś tydzień-dwa powinienem na tyle okrzepnąć w nowej sytuacji i roli życiowej by móc powoli wrócić do regularnego malowania. Od czasu pojawienia się miniaturka w domu codziennie obiecuję sobie że "dziś na bank coś pomaluję", jednak przez prawie dwa tygodnie jedyne co pomalowałem to kopytka Thundertuska. Miałem plany wystawić coś na konkurs malarski zorganizowany przez sklep Cytadela, jednak czarno to widzę...
Zatem do przeczytania wkrótce!
*przewraca się do łóżka*
Otóż szczęśliwym zrządzeniem losu zostałem tatą! Moja najnowsza (i jedyna jak na razie) figurka w skali 1:1 została dostarczona 3 listopada. Fakt że od momentu zamówienia minęło 9 miesięcy, ale firma Natura tak już ma, że na dostawę trzeba zaczekać...
Co ważne w kontekście tego bloga i mojej działalności malarsko-wargamowej, od momentu dostarczenia nowa figurka absorbuje mnie tak bardzo że nie mam w ogóle czasu na jakiekolwiek inne działania. Pozwolę sobie to zilustrować zdjęciami:
Tak wygląda miniaturek od święta, w obiektywie profesjonalnego fotografa...
... a tak wygląda na codzień.
Proszę więc o wyrozumiałość w kwestii częstotliwości pojawiania się nowych postów. Ostatnie dni przed dostawą pełne były emocji i dopinania wszystkiego na ostatni guzik, natomiast od momentu pojawienia się miniaturka na świecie dni pełne są wszystkiego poza snem.
Żeby jednak pokazać, że nie poddałem się do końca, oto garść nowinek:
Kilka tygodni temu pomalowałem figurkę dla kolegi w prezencie. Niestety, spieszyłem się żeby zdążyć na urodzinową imprezę, i zdjęcia które robiłem na szybko wyszły dość koszmarnie, tzn. lakier matowy nie zdążył wyschnąć do końca i nie miałem czasu pomanewrować z oświetleniem. W efekcie figurka błyszczy się jak pokryta Sidoluxem, stąd tylko jedno poglądowe zdjęcie:
Zaraz po miniaturku otrzymałem również zamówione farbki Reaper. Do tej pory miałem tylko kilka sztuk (w tym jedną triadę), ale byłem pod wrażeniem ich właściwości krycia, jakości koloru i doboru odcieni w triadzie. Dlatego postanowiłem się szarpnąć i wzbogacić moją paletę o kilka kolejnych triad, które z pewnością ułatwią mi malowanie w jakości "champion".
Blisterki z triadami po rozpakowaniu.
Małe przemeblowanie mojego stojaka: po lewej Reaper, po prawej Vallejo. Zarezerwowałem już miejsce na następne triady (w pierwszej wersji było ich dwa razy więcej niż w ostatecznym zamówieniu, jednak nie jestem Tywinem Lannisterem i nie sram złotem :( ).
Na razie to tyle. Za jakiś tydzień-dwa powinienem na tyle okrzepnąć w nowej sytuacji i roli życiowej by móc powoli wrócić do regularnego malowania. Od czasu pojawienia się miniaturka w domu codziennie obiecuję sobie że "dziś na bank coś pomaluję", jednak przez prawie dwa tygodnie jedyne co pomalowałem to kopytka Thundertuska. Miałem plany wystawić coś na konkurs malarski zorganizowany przez sklep Cytadela, jednak czarno to widzę...
Zatem do przeczytania wkrótce!
*przewraca się do łóżka*
Subskrybuj:
Posty (Atom)













































