niedziela, 19 maja 2013

Krasnoludzki chorąży i kilka newsów.

W końcu się udało :)

Po obfitującym we wpisy marcu i dużo słabszym kwietniu mamy w końcu maj, z tym oto - jedynym jak na razie - postem. Cóż, brzmi to banalnie, ale nowa praca (taka prawdziwa, 8 godzin dziennie plus dojazdy) oraz rosnący jak na drożdżach synek nie pozostawiają mi zbyt dużo czasu na malowanie. Czasem mi się po prostu już nie chce.
Niemniej po pierwszych ciężkich tygodniach postanowiłem wziąć się w garść i maluję co wieczór, 1-2 godziny. Dzięki temu udało się skończyć krasnoludzkiego chorążego z Forge World.


 Wydaje mi się że sam ludzik nie wyszedł tak ciekawie jak prezentowany wcześniej lord. Może tamten miał bardziej urozmaiconą brodę?

No i sam sztandar. Jak wspominałem na stronie fb, chciałem na samej szmatce uzyskać efekt poprzecieranej tkaniny. Jak wyszło - oceńcie sami. Natomiast przerażająca ilość złotych medalików jest chyba powodem dla którego tak długo mi się zeszło. Nabrałem przy okazji pewnej niechęci do ilości detali na figurkach FW...

 W kolejce teraz mam dużego warjacka do Warmachine, bandę dzikich orków oraz trochę dark elfów. Z tych ostatnich jedna lub dwie figurki wejdą do mojego zestawu konkursowego, który szykuję na czerwiec - mają wtedy miejsce dwa konkursy, w odstępie zaledwie tygodnia: II Festiwal Malarstwa i Rzeźby Figurkowej w Toruniu oraz Masters of Imagination w Radomiu. Mam zamiar pojawić się na obydwu, mimo że nie czuję się jeszcze na odpowiednim poziomie do wygrywania czegokolwiek. Ale - jak to ktoś słusznie zauważył - ktoś też musi przegrać, więc moje figurki będą robić tło.
Na poniższym zdjęciu widać to co do tej pory postanowiłem pomalować. Został miesiąc - wątpię żebym się z tym wszystkim wyrobił...

niedziela, 21 kwietnia 2013

Sztuka patrzenia

Wyszedłem sobie ja niedawno na balkon odetchnąć świeżym (ekhem) powietrzem, i moim oczom ukazał się taki oto widok:

Poprzyglądałem się trochę temu samochodzikowi, a że myśli miałem głęboko utkwione w pędzlach, farbach i mokrej palecie, mimowolnie zacząłem dobierać sobie farby planując łagodne przejścia między nimi, prawie że czując w palcach ruchy pędzla.
Jak zawsze w takich sytuacjach zaskoczyła mnie ilość barw na jak jednokolorowym - zdawało by się - obiekcie. Oczywistym jest, że przy bardzo połyskliwej powierzchni otoczenie będzie się odbijać trochę tak jak w lustrze, wpływając na kolor który faktycznie widzimy. Dodajmy do tego kierunek z którego pada światło słoneczne, a co za tym idzie - miejsca ocienione, w których kolory zyskają zimny odcień... i może się okazać, że do namalowania jednego samochodu potrzebujemy całej palety barw.
I pomyślałem sobie ja wtedy, że dokonam pobieżnej analizy widocznych kolorów i spróbuję wyodrębnić je tak, jak bym mieszał farby na palecie by nałożyć je na model samochodu. Złapałem za aparat, cyknąłem foto i siadłem do Photoshopa. Po kilku minutach zabawy dałem sobie na wstrzymanie, bo wyłapanie wszystkich kolorów zajęło by naprawdę sporo czasu, a zilustrowanie tego co chciałbym przekazać można zamknąć w dwóch zestawach.
Mamy więc zestaw pierwszy - drzwi i większą część burty samochodu:

Jak widać kolory są w miarę ciepłe, beżowe, poza rozjaśnieniami które wpadają w zimną sferę palety. Niby wystarczyłoby do ciekawego pomalowania, ale spójrzmy na maskę i przód:
Tu kolory są zupełnie zimne, niebieskawe. Jeśli zestawimy te dwie palety ze sobą, okaże się że na pierwszy rzut oka nie do końca do siebie pasują:

I w tym momencie można oddzielić utalentowanych malarzy od całej reszty, będą oni bowiem potrafili nie dość, że zauważyć te barwy (bez pomocy Photoshopa), to jeszcze tak je połączyć na malowanym obiekcie, by uzyskać to, co widać na zdjęciu ;)

Lubię czasem patrzeć sobie na jakiś obiekt i rozkładać go w ten sposób na kolory składowe. Trochę gorzej z zastosowaniem tej wiedzy w praktyce... Trzeba mieć wizję i jeszcze umiejętnie przenieść ją na ruchy pędzlem.




piątek, 12 kwietnia 2013

Podstawki od SMM - recenzja

W związku z nową pracą malowanie mocno, niestety, zwolniło, choć nie stanęło w miejscu. Dlatego zamiast pochwalić się nową skończoną figurką, dziś zaprezentuję podstawki, które nabyłem w celu osadzenia na nich forgeworldowych krasnoludów.
Wybrałem produkt Scibor Monstrous Miniatures, z serii Rocky 20mm square bases. Zastanawiałem się jeszcze nad Micro Art, ale "ściborowe" jakoś lepiej mi wyglądały na zdjęciach. Jeden paypalowy przelew i kilka dni później paczuszka zawitała do mojego studia.


W blisterku znajdowało się 5 podstawek. Z 6 wzorów wybranego przeze mnie typu otrzymałem 3 (2 zdublowane). Po cichu liczyłem na cztery, ale nie mogę narzekać - wszak krasnoludów jest trzech, więc każdy wyląduje na innej podstawce.


Po rozpakowaniu dokładnie obejrzałem odlewy. Podstawki wykonane są z dobrej jakościowo, twardej żywicy. Nie znalazłem żadnych bąbli ani nadlewek. Na spodzie każdej podstawki są ślady po szlifowaniu nierówności, co daje pewność że każdy odlew jest dokładnie sprawdzany i obrabiany przed wysłaniem do klienta. Duży plus.
Poniżej każdy z otrzymanych przeze mnie wzorów.

Na skale leży czaszka - początkowo myślałem że widniejąca w niej dziura to ślad po ogromnym bąblu powietrza, ale okazało się że akurat ten wzór był zdublowany w mojej paczce i na obydwu egzemplarzach dziura jest identyczna, więc to nie defekt lecz urozmaicenie rzeźby. 

Na dwóch wzorach oprócz skały i piasku/żwiru umieszczono też lekko oklapłą roślinkę, taką jak na powyższej fotce. Miły akcent.

Powyższą podstawkę możecie obejrzeć "w akcji" na zdjęciach gotowego slayera tutaj.

Podsumowując - bardzo fajny zakup. Na pewno jeszcze kiedyś skuszę się na podstawki od SMM, a biorąc pod uwagę ostatnie fotki krążące po sieci, może nawet nabędę kilka figurek (ulubione tematy Ścibora - krasnoludy i nie-Space-Marines - jakoś do mnie nie przemawiają, choć jakościowo są zapewne w światowej czołówce).
Acha, jeszcze jedno - jako że zakupu dokonałem w okolicach Wielkanocy, do paczki dołożono świąteczny gratis - winietkę z krasnoludem w stroju zajączka i wyglądającego z pisanki goblina. Taki mały, śmieszny gadżet, prędzej czy później trafi pod pędzel ;)


piątek, 5 kwietnia 2013

Siła spokoju

Brolg Grimnirson oparł opancerzoną dłoń o swój wysłużony, runiczny topór, westchnął i spojrzał na hordy orków ciągnące się jak okiem sięgnąć na całą szerokość doliny.
- Lordzie Grimnirson, zwiadowcy donoszą że zielonoskórzy mogą być w sile nawet 10 tysięcy - dobiegł go zza pleców głos porucznika. 

Brolg westchnął ponownie i skrzywił się lekko. "Te gołowąsy" - pomyślał. - "Kilku śmierdzących orków i już wpadają w panikę".
Splunął i mruknął, nie odwracając wzroku od wroga.

- Najpierw im wrzepimy, a potem będziemy liczyć.

Wciąż mam mieszane uczucia wobec Vallejo Liquid Gold. Co prawda efekt daje świetny, ale ciężko się cieniuje, a poza tym jeszcze nie doszedłem do połowy słoiczka, a już zaczyna konsystencją przypominać klej :/

Tak czy inaczej - oto skończony lord z Forge World.

sobota, 30 marca 2013

Brodata furia

Model - Forge World
Podstawka - Scibor Monstrous Miniatures
Farby - Reaper Master Series, Vallejo Model Color, Vallejo Liquid Gold, Citadel
Pigmenty - MIG
Muzyka - Bolt Thrower "Realm of Chaos" i "Warmaster" (+ gościnnie porykiwania mojego syna)
Kawa - Nescafe
Herbata - Dilmah

No i chyba w końcu ogarnąłem balans bieli na fotografiach :)


środa, 27 marca 2013

Depora Azinrae, Dark Elf

Śledzący me poczynania na facebooku z pewnością rozpoznają w poniższej figurce Gąskę Balbinkę ;)
Oto i ona. W rzeczywistości nazywa się Depora Azinrae i pochodzi z linii Pathfinder produkowanej przez firmę Reaper. Służyć będzie jako kapitan Korsarzy Dark Elfów w armii znajomego/klienta.

Jest to, jak do tej pory, najbardziej zaawansowane malowanie jakie miałem okazję uskutecznić.
Figurka w całości pomalowana farbami Reaper Master Series oraz Vallejo (Model Color i Air Color). Na podstawkę wkradł się Dheneb Stone (Citadel). Złoto to Old Gold z Vallejo (Liquid Gold) z dodatkiem starego dobrego Brown Ink od Citadela.



sobota, 23 marca 2013

Zrób to sam: stojak na farby

Obiecywałem kiedyś że opiszę sposób w jaki zrobiłem swój stojak na farby. Nagłe pomnożenie moich zapasów farb Vallejo (25 sztuk przysłane mi przez brata) przyspieszył tę operację - po prostu nie mam gdzie trzymać nadliczbowych farbek, więc musiałem na szybko dorobić stojak :)

Moje stojaki zrobione są z grubej tektury - ok. 2,5 mm. Można użyć grubszej lub cieńszej, jednak cokolwiek ponad 3 mm to overkill, a cokolwiek poniżej 1,5 mm może być zbyt giętkie.

Najpierw wyrysowuję wszystko na arkuszu. Buteleczki stosowane przez Vallejo, Reapera czy Army Paintera mają 25 mm średnicy, a razem z nakrętką - 75 mm wysokości. Żeby składować buteleczki w pozycji leżącej, a jednocześnie móc je łatwo wyjmować i wkładać do stojaka, obliczyłem że potrzebuję przestrzeni 30x30x60 mm. W związku z tym wyrysowałem na arkuszu pasy o szerokości 60 mm i zaznaczyłem na nich komory 30 mm oddzielone 3 mm odstępami na elementy idące prostopadle; nie chciałem bawić się w idealne dopasowywanie w szczeliny 2,5 mm, bo cięcie takiej tektury wymaga sporo wysiłku, precyzyjne cięcie - jeszcze więcej wysiłku, a ja chciałem mieć stojak relatywnie szybko do dyspozycji. Poza tym aż tak dokładne zakleszczenie elementów nie jest potrzebne. Na zewnętrznych krawędziach dodałem po 10 mm zapasu, żeby konstrukcja się trzymała.
Po wymierzeniu pozostałego miejsca na biurku wyszło mi, że nowy stojak będzie mógł pomieścić 13 rzędów po 9 farbek. W związku z tym wyciąłem dwa zestawy elementów: poziome (po 9 komór) i pionowe (13 komór).
Najtrudniejszą, bo najbardziej pracochłonną i męczącą (czyli w skrócie - upierdliwą) czynnością jest wycinanie zagłębień montażowych. Jako że tektura dość szybko tępi ostrza noża kreślarskiego, w trakcie pracy nad stojakiem zmieniałem je chyba z 10 razy... No i nadgarstek boli mnie do teraz.
Po wycięciu elementów trzeba je złożyć do kupy i wzmocnić przyklejając plecki (mogą być z cieńszej tektury). Zrezygnowałem z klejenia między sobą poszczególnych elementów z dwóch powodów: po pierwsze jest to dodatkowa upierdliwość która aż tak znacząco nie wpływa na sztywność całej konstrukcji, po drugie - jak wspomniałem wyżej wycięcia są szersze niż sama tektura, więc powierzchnia klejenia i tak była by mała. Nie wspominając już o tym ile czasu by to zajęło. Złożyłem więc elementy "na sucho"...
... po czym ułożyłem całość na płaskiej powierzchni. Warto upewnić się przed klejeniem że całość trzyma kąt.
Na każde skrzyżowanie elementów nałożyłem kroplę białego kleju i dodatkowo posmarowałem kilka krawędzi pionowych elementów. Na to nałożyłem arkusz cieńszej (ok. 1 mm) tektury - nie przejmowałem się przycinaniem go "na wymiar", ponieważ można to zrobić już po wyschnięciu kleju. Dla pewności plecki obciążyłem na czas klejenia książkami.
Po kilku godzinach, gdy klej wysechł, do bocznych krawędzi przykleiłem jeszcze wsporniki w formie pasów tektury ok. dwukrotnie szersze niż głębokość komory. Wsporniki te mają zapobiec "gibnięciu się" stojaka do przodu; jeśli gibnie się do tyłu, i tak oprze się o ścianę.
Na koniec przyciąłem wsporniki, bardziej dla wyglądu niż dla funkcjonalności, oraz dokleiłem jeszcze jeden pasek tektury na samą górę (trochę poprawia to sztywność konstrukcji).
Zrobione! Oto gotowy stojak w akcji (po prawej, załadowany Reaperami) obok poprzedniego egzemplarza (po lewej, załadowany Vallejo i Army Painter):
I teraz najlepsze: taki arkusz tektury, wystarczający na zrobienie jednego stojaka, kosztuje nie więcej niż 10-12 zł (może nawet mniej: ja za swoją tekturę płaciłem 6 zł, ale było to jakieś 10 lat temu). Wymiar stojaka można sobie dopasować do przestrzeni jaką się dysponuje, jedyne czego wymaga to trochę czasu na wykonanie (mi zajęło to łącznie ok. 5 godzin nie licząc schnięcia kleju, z czego większość to wycinanie szczelin montażowych). Rzecz jasna można sobie kupić wycinane laserowo stojaki, czy nawet zamówić takie wycięcie choćby w Your Move. Tyle że sklejka w warunkach domowych nie ma większej przewagi nad tekturą w przypadku takiego stojaka, a koszt również będzie bez porównania większy... Poza tym mam czasem ciągoty do dawnego podejścia do hobby, kiedy przede wszystkim robiło się różne rzeczy samemu... ;)

poniedziałek, 18 marca 2013

Rozpakowane: Krasnoludy z Forge World

Od dawna chciałem spróbować swoich sił z jakimś modelem z Forge World, i oto nadarzyła się nie lada gratka w postaci zlecenia: nie jedna, ale trzy figurki z nowego zestawu "Dwarf Command Set". W skład zestawu wchodzą trzy figurki krasnoludów: slayera, Ironbreakera/lorda oraz chorążego.

Już przy wstępnych oględzinach przekonałem się, że wszystko co dobrego słyszałem o produktach FW to prawda. Poziom detali jest oszałamiający, jakość odlewu doskonała, żywica - bardzo dobra, przypominająca tą z którą miałem do czynienia w latach modelarstwa. Nadlewki minimalne, i to raczej z tych cieniutkich przypominających błonę - większość zeszła w trakcie mycia wodą :) Było, owszem, kilka upustów żywicy (takie grubsze nadlewki służące do dokładnego rozprowadzenia żywicy po formie), ale usunięcie ich przy pomocy skalpela było banalnie proste. Raczej bałem się że niechcący urżnę jakiś detal ;)

 W skład zestawu wchodzi to co na zdjęciu powyżej: trzy korpusy z rękami (w tym dwa z głowami), głowa slayera, sztandar, dłonie z toporami dla slayera i Ironbreakera oraz ozdoby do sztandaru. Elementy okazały się idealnie spasowane, a że to lekka żywica - wystarczył sam cyjanoakryl, bez potrzeby sztyftowania.
Poniżej każdy z odlewów w zbliżeniu. Nawet te zdjęcia nie oddają w pełni jakości detali. Szczególnie zachwyciły mnie kolczugi - kółka są delikatne niczym westchnienie dziewczęcia ;)

 Oto najlepszy przykład jak należy projektować figurki pod żywicę - tego poziomu detali niestety nie udało by się uzyskać w metalu czy plastiku. Dokładnie widać najdrobniejsze nity, na rękawicach Ironbreakera są nawet miniaturowe dziurki imitujące szwy, a w fajce trzymanej przez chorążego widać małe węgielki...

Oczywistym chyba jest że przy malowaniu tych figurek będę dawał z siebie wszystko :) Modele są posklejane, umyte i już czekają na podkład:

Moja ocena - 10/10. W tym medium i w tej skali nie da się chyba lepiej :) Nie mogę się doczekać kiedy zakupię coś dla siebie, najprawdopodobniej Lietpolda, choć przez sentyment do Warhammera Online może to być również Keeper of Secrets - o ile tylko wygram w totka...