No i po zawodach (dosłownie). Po całym dniu łażenia, palenia fajków, łażenia, robienia zdjęć, gadania, palenia fajków, picia piwa, podróży pociągami i palenia fajków (naprawdę, jakoś tak ćmiłem jak smok...) nareszcie powróciłem do domu z Masters of Imagination w Radomiu.
Od razu z góry przepraszam za dwie rzeczy: pierwsza - coś posrałem z ustawieniami aparatu, więc zdjęcia są koszmarne (ale jakieś tam są); druga - nie byłem w stanie rozpoznać/zapamiętać wszystkich, więc pod niektórymi zdjęciami będą zamiast imion/ksywek takie nawiasy (???????), oznacza to że nie wiem/nie pamiętam i proszę o uzupełnienie informacji jakby ktoś pamiętał/znał.
niedziela, 30 czerwca 2013
poniedziałek, 24 czerwca 2013
Festiwal w Toruniu - Veni, Vidi... LOLWHUT?!?
Oto odbył się pierwszy w moim życiu konkurs. Właściwie to bardziej festiwal, zresztą zgodnie z założeniami - przede wszystkim chodziło o to żeby pooglądać figurki i porozmawiać z równie jak ja zakręconymi ludźmi :) Nawet nazywał się adekwatnie: II Festiwal Malarstwa i Rzeźby Figurkowej, Toruń 2013.
Długo by opowiadać. Naprawdę dłuuuuugo, tym bardziej że ja, jako świeżynka, odbierałem wszystko dwa razy "bardziej". Dlatego by nie zanudzać szanownej publiki postaram się przedstawić imprezę w skrócie, w formie fotorelacji. Gdyby ktoś chciał np. obejrzeć zdjęcia wszystkich stołów z ekspozycji, to zapraszam na gotowe już galerie: tutaj oraz facebookową tutaj. Polecam również lekturę relacji Arbala tutaj.
Zatem - od początku:
Długo by opowiadać. Naprawdę dłuuuuugo, tym bardziej że ja, jako świeżynka, odbierałem wszystko dwa razy "bardziej". Dlatego by nie zanudzać szanownej publiki postaram się przedstawić imprezę w skrócie, w formie fotorelacji. Gdyby ktoś chciał np. obejrzeć zdjęcia wszystkich stołów z ekspozycji, to zapraszam na gotowe już galerie: tutaj oraz facebookową tutaj. Polecam również lekturę relacji Arbala tutaj.
Zatem - od początku:
piątek, 14 czerwca 2013
Czas ucieka...
... a malowanie ledwo tylko ruszyło się do przodu.
To znaczy - malowałem dużo, ale niewiele widać. Oczywiście masa spraw zwaliła mi się na głowę, jak to zwykle bywa w sytuacjach kiedy czas jest ograniczony :( W związku z tym - co było do przewidzenia - z mojej początkowej reprezentacji ostały się dwie figurki które mają szanse na pomalowanie na czas. Nie przejmuję się zbytnio, ponieważ wolę pomalować dwie tak żebym był z nich w miarę zadowolony niż pomalować pięć i mieć cały czas poczucie że mogłem to zrobić lepiej.
Ponieważ przykładam się jak mogę, same metale na dwóch moich zawodnikach robiłem kilka wieczorów. Zdjęcia znów poglądowe, więc niestety nie widać całości efektu...
To znaczy - malowałem dużo, ale niewiele widać. Oczywiście masa spraw zwaliła mi się na głowę, jak to zwykle bywa w sytuacjach kiedy czas jest ograniczony :( W związku z tym - co było do przewidzenia - z mojej początkowej reprezentacji ostały się dwie figurki które mają szanse na pomalowanie na czas. Nie przejmuję się zbytnio, ponieważ wolę pomalować dwie tak żebym był z nich w miarę zadowolony niż pomalować pięć i mieć cały czas poczucie że mogłem to zrobić lepiej.
Ponieważ przykładam się jak mogę, same metale na dwóch moich zawodnikach robiłem kilka wieczorów. Zdjęcia znów poglądowe, więc niestety nie widać całości efektu...
poniedziałek, 3 czerwca 2013
"Huragan" Wołomin
Juuuuuż tłumaczę o co chodzi z tym tytułem :)
Otóż kiedy jeździłem w odwiedziny do swojej przyszłej żony, pociągiem do Wołomina, za każdym razem mijałem znajdujący się po drodze stadion tego klubu. I tak sobie czasem myślałem, co sobie obiecują grający w nim piłkarze. Przecież wiadomo że ekstraklasy z tego nie będzie, po samym stadionie widać. Więc po co?
I za każdym razem dochodziłem do tego samego wniosku: po to żeby grać. Może to i wyidealizowane wyobrażenie, wszak nie śledzę tematów piłkarskich i nie wiem jak to od podszewki wygląda, ale przecież po to są te ligi żeby któreś były pierwsze, a któreś drugie albo trzecie. Gdyby wszyscy byli na tym samym poziomie - nie było by najlepszych. Więc i takie "Huragany" mają swoje, bardzo potrzebne miejsce.
A jaki to ma związek z figurkami? Otóż wielkimi krokami zbliżają się wspomniane przeze mnie ostatnio konkursy - Festiwal w Toruniu i MoI w Radomiu. Na oba się wybieram. Wiem że nie wygram. Więc po co? Ano właśnie po to żeby ktoś lepszy mógł wygrać, żeby było z czego wybierać. Żeby robić tło jako ta IV liga*.
Tak poza tym - żeby w tym uczestniczyć, po prostu. Poznać innych malarzy, pogadać przy jakimś zacnym trunku o przewadze NMM nad TMM (lub na odwrót), popatrzeć jak na żywo wygląda to lepsze malowanie.
Więc działam! Oto moja IV-ligowa reprezentacja:
Od lewej mamy: Dark Elfa z GW, dwoje rzezimieszków z Reapera (do winietki typu "pojedynek"), orkowy boss z Forge World (łapy z toporem oddzielnie), i w pierwszym rzędzie: wojowniczka z Hasslefree (ręka z tarczą oddzielnie) oraz jedyna w tym zespole figurka 54 mm - rycerz z Andrea Miniatures.
Dark Elf i Ork są tak naprawdę figurkami malowanymi na zamówienie, ale nie mam czasu by zająć się tylko modelami na konkurs, więc uzupełniają szeregi.
W tym poście chciałbym się nieco skupić na figurce z Andrea Miniatures. Pisałem już o niej wcześniej, kiedy to dostałem ją w prezencie od przyjaciół :) Kiedy zdecydowałem się pomalować ją na konkurs, okazało się że rzeźba twarzy niezbyt przypomina Orlando Blooma. Co więcej, po przeszukaniu coolminiornot okazało się, że nawet lepsi ode mnie malarze nie są w stanie upodobnić jej do Legolasa z zarostem. W związku z tym postanowiłem odpuścić i zająć się nią w inny sposób.
Od jakiegoś czasu interesuje mnie średniowieczna i renesansowa armia Hiszpanii. Różniła się zasadniczo od innych europejskich armii z powodu ciągłych walk z Maurami w ramach tzw. Rekonkwisty - czyli odbierania ziem hiszpańskich z rąk muzułmanów, które trwało od IX w. aż do upadku Grenady w 1492 roku... Ekhem, dobra, zapędzam się. W każdym razie na przełomie XII i XIII wieku w ówczesnych hiszpańskich królestwach powstały 4 rycerskie zakony, wzorowane na Templariuszach i Joannitach. Najznaczniejszym z nich (choć nie pierwszym) był zakon św. Jakuba, patrona Hiszpanii, który dla klimatu i przez hipsterskie podejście do historii nazywał będę oryginalnie: Orden de Santiago.
Ciekawą cechą hiszpańskich zakonów były ich krzyże, z których ten od Santiago różnił się od pozostałych (wszystkie trzy pozostałe zakony miały krzyże w tym samym kształcie, różniące się kolorem). W odróżnieniu od relatywnie prostych krzyży popularnych w Ziemi Świętej, te hiszpańskie były urozmaicone i wręcz ozdobne.
Uznałem że krzyż zakonu Calatrava jednak przekracza moje możliwości freehandowe, w związku z czym stanęło na Santiago. Oczywiście, jeśli rycerz-zakonnik, to musi być brodaty - więc złapałem za miliput i dorobiłem mu brodę:
Choć sama broda cudem rzeźby nie jest, to jednak w miarę wpasowała się w klimat figurki.
Żeby lepiej oddać efekt ostrego, hiszpańskiego słońca, postanowiłem na figurce zastosować tzw. "pre-shading", czyli podkładowanie ciemnym i jasnym kolorem. W tym wypadku najpierw całość pokryłem czarnym primerem (wszystkie podkłady robię primerami Vallejo za pomocą aerografu), następnie od góry, pod lekkim kątem, obsikałem całość szarym. Dzięki temu mniej-więcej widać gdzie światło byłoby najostrzejsze, a więc gdzie najbardziej trzeba będzie figurkę rozjaśnić.
Prace idą powoli ze względów o których już nie raz pisałem, ale wciąż jestem dobrej myśli. Nawet podstawki już mam mniej-więcej zaplanowane i częściowo zbudowane (a jak wiadomo, na konkurs nie wypada mieć zwykłych plastikowych kwadracików):
Przez ostatni weekend (a przynajmniej tyle ile miałem z niego do dyspozycji) oprócz położenia podkładu udało mi się dokonać pierwszych maźnięć. Od razu zaznaczam że fotki są mocno WiP, więc niewiele na nich widać poza samym faktem pomalowania ;)
Jak widać - plany mam ambitne, zobaczymy ile z nich uda się wykonać :)
* Już po wymyśleniu wstępu do tego posta dowiedziałem się przypadkowo, że Huragan Wołomin właśnie awansował z IV do III ligi... czyżby dobry omen? :P
Otóż kiedy jeździłem w odwiedziny do swojej przyszłej żony, pociągiem do Wołomina, za każdym razem mijałem znajdujący się po drodze stadion tego klubu. I tak sobie czasem myślałem, co sobie obiecują grający w nim piłkarze. Przecież wiadomo że ekstraklasy z tego nie będzie, po samym stadionie widać. Więc po co?
I za każdym razem dochodziłem do tego samego wniosku: po to żeby grać. Może to i wyidealizowane wyobrażenie, wszak nie śledzę tematów piłkarskich i nie wiem jak to od podszewki wygląda, ale przecież po to są te ligi żeby któreś były pierwsze, a któreś drugie albo trzecie. Gdyby wszyscy byli na tym samym poziomie - nie było by najlepszych. Więc i takie "Huragany" mają swoje, bardzo potrzebne miejsce.
A jaki to ma związek z figurkami? Otóż wielkimi krokami zbliżają się wspomniane przeze mnie ostatnio konkursy - Festiwal w Toruniu i MoI w Radomiu. Na oba się wybieram. Wiem że nie wygram. Więc po co? Ano właśnie po to żeby ktoś lepszy mógł wygrać, żeby było z czego wybierać. Żeby robić tło jako ta IV liga*.
Tak poza tym - żeby w tym uczestniczyć, po prostu. Poznać innych malarzy, pogadać przy jakimś zacnym trunku o przewadze NMM nad TMM (lub na odwrót), popatrzeć jak na żywo wygląda to lepsze malowanie.
Więc działam! Oto moja IV-ligowa reprezentacja:
Od lewej mamy: Dark Elfa z GW, dwoje rzezimieszków z Reapera (do winietki typu "pojedynek"), orkowy boss z Forge World (łapy z toporem oddzielnie), i w pierwszym rzędzie: wojowniczka z Hasslefree (ręka z tarczą oddzielnie) oraz jedyna w tym zespole figurka 54 mm - rycerz z Andrea Miniatures.
Dark Elf i Ork są tak naprawdę figurkami malowanymi na zamówienie, ale nie mam czasu by zająć się tylko modelami na konkurs, więc uzupełniają szeregi.
W tym poście chciałbym się nieco skupić na figurce z Andrea Miniatures. Pisałem już o niej wcześniej, kiedy to dostałem ją w prezencie od przyjaciół :) Kiedy zdecydowałem się pomalować ją na konkurs, okazało się że rzeźba twarzy niezbyt przypomina Orlando Blooma. Co więcej, po przeszukaniu coolminiornot okazało się, że nawet lepsi ode mnie malarze nie są w stanie upodobnić jej do Legolasa z zarostem. W związku z tym postanowiłem odpuścić i zająć się nią w inny sposób.
Od jakiegoś czasu interesuje mnie średniowieczna i renesansowa armia Hiszpanii. Różniła się zasadniczo od innych europejskich armii z powodu ciągłych walk z Maurami w ramach tzw. Rekonkwisty - czyli odbierania ziem hiszpańskich z rąk muzułmanów, które trwało od IX w. aż do upadku Grenady w 1492 roku... Ekhem, dobra, zapędzam się. W każdym razie na przełomie XII i XIII wieku w ówczesnych hiszpańskich królestwach powstały 4 rycerskie zakony, wzorowane na Templariuszach i Joannitach. Najznaczniejszym z nich (choć nie pierwszym) był zakon św. Jakuba, patrona Hiszpanii, który dla klimatu i przez hipsterskie podejście do historii nazywał będę oryginalnie: Orden de Santiago.
Ciekawą cechą hiszpańskich zakonów były ich krzyże, z których ten od Santiago różnił się od pozostałych (wszystkie trzy pozostałe zakony miały krzyże w tym samym kształcie, różniące się kolorem). W odróżnieniu od relatywnie prostych krzyży popularnych w Ziemi Świętej, te hiszpańskie były urozmaicone i wręcz ozdobne.
Krzyż Orden de Santiago
Orden de Calatrava
Orden de Montesa
Orden de Alcantara
Uznałem że krzyż zakonu Calatrava jednak przekracza moje możliwości freehandowe, w związku z czym stanęło na Santiago. Oczywiście, jeśli rycerz-zakonnik, to musi być brodaty - więc złapałem za miliput i dorobiłem mu brodę:
Na zdjęciu widać także Liquid Green Stuff, którego użyłem do wyrównania powierzchni figurki.
Choć sama broda cudem rzeźby nie jest, to jednak w miarę wpasowała się w klimat figurki.
Żeby lepiej oddać efekt ostrego, hiszpańskiego słońca, postanowiłem na figurce zastosować tzw. "pre-shading", czyli podkładowanie ciemnym i jasnym kolorem. W tym wypadku najpierw całość pokryłem czarnym primerem (wszystkie podkłady robię primerami Vallejo za pomocą aerografu), następnie od góry, pod lekkim kątem, obsikałem całość szarym. Dzięki temu mniej-więcej widać gdzie światło byłoby najostrzejsze, a więc gdzie najbardziej trzeba będzie figurkę rozjaśnić.
Prace idą powoli ze względów o których już nie raz pisałem, ale wciąż jestem dobrej myśli. Nawet podstawki już mam mniej-więcej zaplanowane i częściowo zbudowane (a jak wiadomo, na konkurs nie wypada mieć zwykłych plastikowych kwadracików):
Przez ostatni weekend (a przynajmniej tyle ile miałem z niego do dyspozycji) oprócz położenia podkładu udało mi się dokonać pierwszych maźnięć. Od razu zaznaczam że fotki są mocno WiP, więc niewiele na nich widać poza samym faktem pomalowania ;)
Kusi mnie żeby jeszcze urozmaicić oczy blikami i źrenicami, ale nie chcę z drugiej strony żeby zanadto się wybijały, bo rycerz ma zerkać "spode łba"...
Niestety, przejścia wyszły trochę chropowate, choć z samych kolorów jestem zadowolony.
Ta fotka wygląda strasznie, ale to kwestia powiększenia i słabego
światła - wojowniczka z Hasslefree jest naprawdę, ale to naprawdę
drobniutka. Nie wiem czy to nie najmniejsza figurka (poza 15 mm) którą
miałem okazję malować...
Jak widać - plany mam ambitne, zobaczymy ile z nich uda się wykonać :)
* Już po wymyśleniu wstępu do tego posta dowiedziałem się przypadkowo, że Huragan Wołomin właśnie awansował z IV do III ligi... czyżby dobry omen? :P
niedziela, 19 maja 2013
Krasnoludzki chorąży i kilka newsów.
W końcu się udało :)
Po obfitującym we wpisy marcu i dużo słabszym kwietniu mamy w końcu maj, z tym oto - jedynym jak na razie - postem. Cóż, brzmi to banalnie, ale nowa praca (taka prawdziwa, 8 godzin dziennie plus dojazdy) oraz rosnący jak na drożdżach synek nie pozostawiają mi zbyt dużo czasu na malowanie. Czasem mi się po prostu już nie chce.
Niemniej po pierwszych ciężkich tygodniach postanowiłem wziąć się w garść i maluję co wieczór, 1-2 godziny. Dzięki temu udało się skończyć krasnoludzkiego chorążego z Forge World.
Wydaje mi się że sam ludzik nie wyszedł tak ciekawie jak prezentowany wcześniej lord. Może tamten miał bardziej urozmaiconą brodę?
No i sam sztandar. Jak wspominałem na stronie fb, chciałem na samej szmatce uzyskać efekt poprzecieranej tkaniny. Jak wyszło - oceńcie sami. Natomiast przerażająca ilość złotych medalików jest chyba powodem dla którego tak długo mi się zeszło. Nabrałem przy okazji pewnej niechęci do ilości detali na figurkach FW...
W kolejce teraz mam dużego warjacka do Warmachine, bandę dzikich orków oraz trochę dark elfów. Z tych ostatnich jedna lub dwie figurki wejdą do mojego zestawu konkursowego, który szykuję na czerwiec - mają wtedy miejsce dwa konkursy, w odstępie zaledwie tygodnia: II Festiwal Malarstwa i Rzeźby Figurkowej w Toruniu oraz Masters of Imagination w Radomiu. Mam zamiar pojawić się na obydwu, mimo że nie czuję się jeszcze na odpowiednim poziomie do wygrywania czegokolwiek. Ale - jak to ktoś słusznie zauważył - ktoś też musi przegrać, więc moje figurki będą robić tło.
Na poniższym zdjęciu widać to co do tej pory postanowiłem pomalować. Został miesiąc - wątpię żebym się z tym wszystkim wyrobił...
Po obfitującym we wpisy marcu i dużo słabszym kwietniu mamy w końcu maj, z tym oto - jedynym jak na razie - postem. Cóż, brzmi to banalnie, ale nowa praca (taka prawdziwa, 8 godzin dziennie plus dojazdy) oraz rosnący jak na drożdżach synek nie pozostawiają mi zbyt dużo czasu na malowanie. Czasem mi się po prostu już nie chce.
Niemniej po pierwszych ciężkich tygodniach postanowiłem wziąć się w garść i maluję co wieczór, 1-2 godziny. Dzięki temu udało się skończyć krasnoludzkiego chorążego z Forge World.
Wydaje mi się że sam ludzik nie wyszedł tak ciekawie jak prezentowany wcześniej lord. Może tamten miał bardziej urozmaiconą brodę?
No i sam sztandar. Jak wspominałem na stronie fb, chciałem na samej szmatce uzyskać efekt poprzecieranej tkaniny. Jak wyszło - oceńcie sami. Natomiast przerażająca ilość złotych medalików jest chyba powodem dla którego tak długo mi się zeszło. Nabrałem przy okazji pewnej niechęci do ilości detali na figurkach FW...
W kolejce teraz mam dużego warjacka do Warmachine, bandę dzikich orków oraz trochę dark elfów. Z tych ostatnich jedna lub dwie figurki wejdą do mojego zestawu konkursowego, który szykuję na czerwiec - mają wtedy miejsce dwa konkursy, w odstępie zaledwie tygodnia: II Festiwal Malarstwa i Rzeźby Figurkowej w Toruniu oraz Masters of Imagination w Radomiu. Mam zamiar pojawić się na obydwu, mimo że nie czuję się jeszcze na odpowiednim poziomie do wygrywania czegokolwiek. Ale - jak to ktoś słusznie zauważył - ktoś też musi przegrać, więc moje figurki będą robić tło.
Na poniższym zdjęciu widać to co do tej pory postanowiłem pomalować. Został miesiąc - wątpię żebym się z tym wszystkim wyrobił...
niedziela, 21 kwietnia 2013
Sztuka patrzenia
Wyszedłem sobie ja niedawno na balkon odetchnąć świeżym (ekhem) powietrzem, i moim oczom ukazał się taki oto widok:
Poprzyglądałem się trochę temu samochodzikowi, a że myśli miałem głęboko utkwione w pędzlach, farbach i mokrej palecie, mimowolnie zacząłem dobierać sobie farby planując łagodne przejścia między nimi, prawie że czując w palcach ruchy pędzla.
Jak zawsze w takich sytuacjach zaskoczyła mnie ilość barw na jak jednokolorowym - zdawało by się - obiekcie. Oczywistym jest, że przy bardzo połyskliwej powierzchni otoczenie będzie się odbijać trochę tak jak w lustrze, wpływając na kolor który faktycznie widzimy. Dodajmy do tego kierunek z którego pada światło słoneczne, a co za tym idzie - miejsca ocienione, w których kolory zyskają zimny odcień... i może się okazać, że do namalowania jednego samochodu potrzebujemy całej palety barw.
I pomyślałem sobie ja wtedy, że dokonam pobieżnej analizy widocznych kolorów i spróbuję wyodrębnić je tak, jak bym mieszał farby na palecie by nałożyć je na model samochodu. Złapałem za aparat, cyknąłem foto i siadłem do Photoshopa. Po kilku minutach zabawy dałem sobie na wstrzymanie, bo wyłapanie wszystkich kolorów zajęło by naprawdę sporo czasu, a zilustrowanie tego co chciałbym przekazać można zamknąć w dwóch zestawach.
Mamy więc zestaw pierwszy - drzwi i większą część burty samochodu:
Jak widać kolory są w miarę ciepłe, beżowe, poza rozjaśnieniami które wpadają w zimną sferę palety. Niby wystarczyłoby do ciekawego pomalowania, ale spójrzmy na maskę i przód:
Tu kolory są zupełnie zimne, niebieskawe. Jeśli zestawimy te dwie palety ze sobą, okaże się że na pierwszy rzut oka nie do końca do siebie pasują:
I w tym momencie można oddzielić utalentowanych malarzy od całej reszty, będą oni bowiem potrafili nie dość, że zauważyć te barwy (bez pomocy Photoshopa), to jeszcze tak je połączyć na malowanym obiekcie, by uzyskać to, co widać na zdjęciu ;)
Lubię czasem patrzeć sobie na jakiś obiekt i rozkładać go w ten sposób na kolory składowe. Trochę gorzej z zastosowaniem tej wiedzy w praktyce... Trzeba mieć wizję i jeszcze umiejętnie przenieść ją na ruchy pędzlem.
Poprzyglądałem się trochę temu samochodzikowi, a że myśli miałem głęboko utkwione w pędzlach, farbach i mokrej palecie, mimowolnie zacząłem dobierać sobie farby planując łagodne przejścia między nimi, prawie że czując w palcach ruchy pędzla.
Jak zawsze w takich sytuacjach zaskoczyła mnie ilość barw na jak jednokolorowym - zdawało by się - obiekcie. Oczywistym jest, że przy bardzo połyskliwej powierzchni otoczenie będzie się odbijać trochę tak jak w lustrze, wpływając na kolor który faktycznie widzimy. Dodajmy do tego kierunek z którego pada światło słoneczne, a co za tym idzie - miejsca ocienione, w których kolory zyskają zimny odcień... i może się okazać, że do namalowania jednego samochodu potrzebujemy całej palety barw.
I pomyślałem sobie ja wtedy, że dokonam pobieżnej analizy widocznych kolorów i spróbuję wyodrębnić je tak, jak bym mieszał farby na palecie by nałożyć je na model samochodu. Złapałem za aparat, cyknąłem foto i siadłem do Photoshopa. Po kilku minutach zabawy dałem sobie na wstrzymanie, bo wyłapanie wszystkich kolorów zajęło by naprawdę sporo czasu, a zilustrowanie tego co chciałbym przekazać można zamknąć w dwóch zestawach.
Mamy więc zestaw pierwszy - drzwi i większą część burty samochodu:
Jak widać kolory są w miarę ciepłe, beżowe, poza rozjaśnieniami które wpadają w zimną sferę palety. Niby wystarczyłoby do ciekawego pomalowania, ale spójrzmy na maskę i przód:
Tu kolory są zupełnie zimne, niebieskawe. Jeśli zestawimy te dwie palety ze sobą, okaże się że na pierwszy rzut oka nie do końca do siebie pasują:
I w tym momencie można oddzielić utalentowanych malarzy od całej reszty, będą oni bowiem potrafili nie dość, że zauważyć te barwy (bez pomocy Photoshopa), to jeszcze tak je połączyć na malowanym obiekcie, by uzyskać to, co widać na zdjęciu ;)
Lubię czasem patrzeć sobie na jakiś obiekt i rozkładać go w ten sposób na kolory składowe. Trochę gorzej z zastosowaniem tej wiedzy w praktyce... Trzeba mieć wizję i jeszcze umiejętnie przenieść ją na ruchy pędzlem.
piątek, 12 kwietnia 2013
Podstawki od SMM - recenzja
W związku z nową pracą malowanie mocno, niestety, zwolniło, choć nie stanęło w miejscu. Dlatego zamiast pochwalić się nową skończoną figurką, dziś zaprezentuję podstawki, które nabyłem w celu osadzenia na nich forgeworldowych krasnoludów.
Wybrałem produkt Scibor Monstrous Miniatures, z serii Rocky 20mm square bases. Zastanawiałem się jeszcze nad Micro Art, ale "ściborowe" jakoś lepiej mi wyglądały na zdjęciach. Jeden paypalowy przelew i kilka dni później paczuszka zawitała do mojego studia.
W blisterku znajdowało się 5 podstawek. Z 6 wzorów wybranego przeze mnie typu otrzymałem 3 (2 zdublowane). Po cichu liczyłem na cztery, ale nie mogę narzekać - wszak krasnoludów jest trzech, więc każdy wyląduje na innej podstawce.
Po rozpakowaniu dokładnie obejrzałem odlewy. Podstawki wykonane są z dobrej jakościowo, twardej żywicy. Nie znalazłem żadnych bąbli ani nadlewek. Na spodzie każdej podstawki są ślady po szlifowaniu nierówności, co daje pewność że każdy odlew jest dokładnie sprawdzany i obrabiany przed wysłaniem do klienta. Duży plus.
Poniżej każdy z otrzymanych przeze mnie wzorów.
Podsumowując - bardzo fajny zakup. Na pewno jeszcze kiedyś skuszę się na podstawki od SMM, a biorąc pod uwagę ostatnie fotki krążące po sieci, może nawet nabędę kilka figurek (ulubione tematy Ścibora - krasnoludy i nie-Space-Marines - jakoś do mnie nie przemawiają, choć jakościowo są zapewne w światowej czołówce).
Acha, jeszcze jedno - jako że zakupu dokonałem w okolicach Wielkanocy, do paczki dołożono świąteczny gratis - winietkę z krasnoludem w stroju zajączka i wyglądającego z pisanki goblina. Taki mały, śmieszny gadżet, prędzej czy później trafi pod pędzel ;)
Wybrałem produkt Scibor Monstrous Miniatures, z serii Rocky 20mm square bases. Zastanawiałem się jeszcze nad Micro Art, ale "ściborowe" jakoś lepiej mi wyglądały na zdjęciach. Jeden paypalowy przelew i kilka dni później paczuszka zawitała do mojego studia.
W blisterku znajdowało się 5 podstawek. Z 6 wzorów wybranego przeze mnie typu otrzymałem 3 (2 zdublowane). Po cichu liczyłem na cztery, ale nie mogę narzekać - wszak krasnoludów jest trzech, więc każdy wyląduje na innej podstawce.
Po rozpakowaniu dokładnie obejrzałem odlewy. Podstawki wykonane są z dobrej jakościowo, twardej żywicy. Nie znalazłem żadnych bąbli ani nadlewek. Na spodzie każdej podstawki są ślady po szlifowaniu nierówności, co daje pewność że każdy odlew jest dokładnie sprawdzany i obrabiany przed wysłaniem do klienta. Duży plus.
Poniżej każdy z otrzymanych przeze mnie wzorów.
Na skale leży czaszka - początkowo myślałem że widniejąca w niej dziura to ślad po ogromnym bąblu powietrza, ale okazało się że akurat ten wzór był zdublowany w mojej paczce i na obydwu egzemplarzach dziura jest identyczna, więc to nie defekt lecz urozmaicenie rzeźby.
Na dwóch wzorach oprócz skały i piasku/żwiru umieszczono też lekko oklapłą roślinkę, taką jak na powyższej fotce. Miły akcent.
Powyższą podstawkę możecie obejrzeć "w akcji" na zdjęciach gotowego slayera tutaj.
Podsumowując - bardzo fajny zakup. Na pewno jeszcze kiedyś skuszę się na podstawki od SMM, a biorąc pod uwagę ostatnie fotki krążące po sieci, może nawet nabędę kilka figurek (ulubione tematy Ścibora - krasnoludy i nie-Space-Marines - jakoś do mnie nie przemawiają, choć jakościowo są zapewne w światowej czołówce).
Acha, jeszcze jedno - jako że zakupu dokonałem w okolicach Wielkanocy, do paczki dołożono świąteczny gratis - winietkę z krasnoludem w stroju zajączka i wyglądającego z pisanki goblina. Taki mały, śmieszny gadżet, prędzej czy później trafi pod pędzel ;)
piątek, 5 kwietnia 2013
Siła spokoju
Brolg Grimnirson oparł opancerzoną dłoń o swój wysłużony, runiczny topór, westchnął i spojrzał na hordy orków ciągnące się jak okiem sięgnąć na całą szerokość doliny.
- Lordzie Grimnirson, zwiadowcy donoszą że zielonoskórzy mogą być w sile nawet 10 tysięcy - dobiegł go zza pleców głos porucznika.
Brolg westchnął ponownie i skrzywił się lekko. "Te gołowąsy" - pomyślał. - "Kilku śmierdzących orków i już wpadają w panikę".
Splunął i mruknął, nie odwracając wzroku od wroga.
- Najpierw im wrzepimy, a potem będziemy liczyć.
Wciąż mam mieszane uczucia wobec Vallejo Liquid Gold. Co prawda efekt daje świetny, ale ciężko się cieniuje, a poza tym jeszcze nie doszedłem do połowy słoiczka, a już zaczyna konsystencją przypominać klej :/
Tak czy inaczej - oto skończony lord z Forge World.
- Lordzie Grimnirson, zwiadowcy donoszą że zielonoskórzy mogą być w sile nawet 10 tysięcy - dobiegł go zza pleców głos porucznika.
Brolg westchnął ponownie i skrzywił się lekko. "Te gołowąsy" - pomyślał. - "Kilku śmierdzących orków i już wpadają w panikę".
Splunął i mruknął, nie odwracając wzroku od wroga.
- Najpierw im wrzepimy, a potem będziemy liczyć.
Wciąż mam mieszane uczucia wobec Vallejo Liquid Gold. Co prawda efekt daje świetny, ale ciężko się cieniuje, a poza tym jeszcze nie doszedłem do połowy słoiczka, a już zaczyna konsystencją przypominać klej :/
Tak czy inaczej - oto skończony lord z Forge World.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




























