poniedziałek, 18 czerwca 2012

Blackguard, krok po kroku - cz.1

Niniejszym spełniam kolejną obietnicę - pokazania krok po kroku jak maluję. Podmiotem są Blackguardzi Dark Elfów (pierwsza piątka z docelowej dwudziestki), jakość - champion.

Oczywiście, mój warsztat fotograficzny nie jest jeszcze przeze mnie dokładnie opanowany, z jakiegoś powodu jedna lampa świeci lepiej niż druga... więc jakość zdjęć jest trochę nierówna. Poza tym chciałem pokazać szczegóły, w związku z czym zdjęcia są większe niż zwykle.

To jest część pierwsza - obejmująca wszystkie kolory matowe. Po pokryciu całości Sidoluxem (dla zabezpieczenia) i lakierem matowym (dla... ehem... zmatowienia) zajmę się malowaniem części metalowych, co zaprezentuję w części drugiej.

Jako że usłyszałem ostatnio zarzut że zbytnio się rozpisuję w swoich postach, postanowiłem zaprezentować same zdjęcie, bez rozciągłych opisów :P Powiem tylko że poszczególne kroki przedstawione są od lewej do prawej).

Etap 1 - twarz i oczy

 


 Etap 2 - kiecka


Etap 3 - drzewce halabardy

 



Etap 4 - kurtka

(w tym etapie niewiele widać, odcienie szarości/czerni dość trudno uchwycić... to samo tyczy się drybrushowanej podstawki, którą zrobiłem pomiędzy zdjęciami)

 

Etap 5 - włosy


 

Etap 6 - elementy skórzane (pasy, rzemienie i sakiewka)


Do następnego :)

środa, 13 czerwca 2012

Failcrap

Klnę się na wszechmocny skalpel Sida Hortona i święty pilnik Terry'ego Wise'a: Citadel Failcrap zaczyna mi działać na nerwy.

Od samego początku miałem obiekcje co do pomysłu zaprzestania przez GW produkcji figurek metalowych na rzecz żywicznych. Każda następna informacja jaka do mnie docierała tylko potwierdzała moje obawy. Na temat samego argumentu firmy jakoby figurki metalowe były za drogie w produkcji, stąd zmiana (dla przypomnienia - zaraz po wprowadzeniu figurek żywicznych miała miejsce spora podwyżka cen...) nawet nie chce mi się rozwodzić. Rzekomo żywiczne figurki miały się charakteryzować niesamowitym wręcz odwzorowaniem detali, takim jakiego nie można uzyskać w metalu. Nawet byłem skłonny w to uwierzyć, ponieważ żywica faktycznie potrafi oddać bardzo delikatne detale, takie z jakimi metal (ze względu na technologię odlewu) nie jest w stanie sobie poradzić. Przykładem mogą być choćby modele Forgeworld czy Degra Miniatures.

Niestety, GW nie dotrzymało słowa. Modele z serii Finecast (aż nie wierzę że znów nie napisałem Failcast czy Finecrap) są najgorsze jakościowo w całej 30-letniej historii firmy. Serio, takiego gówna nie zdarzyło mi się sklejać. Kiedy lata temu próbowałem swoich sił w odlewaniu z żywicy w formach silikonowych, nie dysponując ani wiedzą, ani sprzętem (np. pompy próżniowe), moje odlewy były lepsze jakościowo niż te produkowane obecnie przez największego producenta figurek wargamingowych na świecie. Nie rozumiem tego, i chyba nigdy nie zrozumiem.

Miałem już okazję sklejać i malować figurki z Failcrapa, i miały one mnóstwo wad z którymi sobie musiałem poradzić. Jednak najnowsze zamówienie - Ogre Gorger - przekracza wszelkie granice.

Na szczęście nie ma takiej skomplikowanej konstrukcji jak Firebelly, ani tylu delikatnych części jak Golgfag. Ma natomiast rekordową liczbę niedoróbek i bąbli. Jakość jest na tyle tragiczna że aż pokusiłem się o zrobienie kilku szybkich zdjęć, żeby podzielić się moją frustracją ze światem.

Na początek - obowiązkowa dla modeli GW czaszka. Figurka ma ich kilka, wszystkie mają niewielkie ubytki, ale tej jednej jest połowa. Nie, nie jest to świadomy zabieg, to po prostu defekt produkcyjny.


Następnie łapa... ja rozumiem że jest zwieszona nisko, praktycznie dotykać będzie podstawki. Niemniej jest doskonale widoczna. Nie wiem czemu zabrakło jej wnętrza... Nie mam zamiaru wycinać sobie łapy z żywicy, po prostu dorobię jakiś kamień który Gorger będzie w niej trzymał.


Na koniec - rodzynek: stopy. Nie wiem czy muszę komentować... czeka mnie masa roboty z łataniem dziur, wycinaniem pojedynczych palców z placka żywicy i rzeźbieniem całych części z greenstuffu.




Nie miałem jak zrobić zdjęć miejsc łączenia poszczególnych elementów, które są równie tragiczne jak ogólna jakość odlewu - długo zastanawiałem się czy to przypadkiem nie są części z różnych figurek. Problem nie polega nawet na jakimś odgięciu elementu (które dałoby się naprawić poprzez zanurzenie w gorącej wodzie) - po prostu powierzchnie łączenia zupełnie do siebie nie pasują!

Kolejne żywiczne gówno GW i kolejne godziny spędzone na rzeźbieniu figurki, za której "najlepszą na świecie" jakość płaci się grubą kasę. W obiecanej wcześniej nowej odsłonie cennika niestety znajdzie się dodatkowa opłata za zajmowanie się modelami Failcast - praca nad tymi figurkami stanowczo wykracza poza etap "przygotowania do malowania".

No, już mi lepiej.

piątek, 8 czerwca 2012

Jaka piękna katastrofa...

Czasem się zastanawiam czy przypadkiem te wpisy na blogu nie robią mi antyreklamy... Im więcej i poważniej staram się malować, tym więcej problemów się pojawia ;) Cóż, wciąż mam nadzieję że to bóle porodowe i dojdę kiedyś do momentu w którym technika nie będzie stawać na przeszkodzie prawdziwej, figurkowej twórczości.

Tym razem próbowałem pomalować kolejnego warjacka za pomocą aerografu - tyle ile będę w stanie. Po nałożeniu menothowej bieli i wstępnym rozjaśnieniu zacząłem maskować te elementy, które miały pozostać "białe", aby nie zapryskać ich menothową purpurą. Do maskowania użyłem tzw. gumki chlebówki - masy podobnej konsystencją i właściwościami do tzw. "blue tack", szeroko stosowanego przez zachodnich malarzy. Nie dość, że nie dało się precyzyjnie zamaskować wszystkiego co chciałem (przez co musiałem potem pędzlem poprawiać biel), to jeszcze chlebówka okazała się bardziej podobna do plasteliny - nie udało mi się odkleić całości (miniaturowe grudki musiałem usuwać przy pomocy wykałaczki), ponadto pozostawiła na powierzchni modelu niewidzialny, tłusty nalot, który znacznie utrudnił późniejsze cieniowanie...

Ostatecznie wziąłem z powrotem do ręki pędzel; jak za dotknięciem magicznej różdżki cieniowanie wyszło mi naprawdę fajnie, nie wiem czy widać je na zdjęciach, ale jestem z niego wyjątkowo zadowolony. Metaliki też wyszły ładnie - to z kolei zasługa farb Vallejo z serii Air; są niesamowite.

Po skończonym malowaniu pokryłem całość Sidoluxem do nabłyszczania podłóg (niesamowity preparat - kiedyś o nim napiszę więcej), i już miałem się zabierać do zmatowienia modelu kiedy zorientowałem się, że skończyły mi się wszelkie lakiery akrylowe :( odgrzebałem więc starego Humbrola i... najpierw wylałem rozrobiony lakier, ponieważ pod wpływem firmowego (sic!) rozcieńczalnika zaczął się zbijać w grudki i nie mogłem go rozrobić do odpowiedniej konsystencji. Następnie rozcieńczyłem lakier spirytusem mineralnym, tym razem konsystencja była dobra, jednak w trakcie lakierowania szybko odkryłem że nawet cieniutka warstwa zmienia się po wyschnięciu w biały kurz, jakby ktoś pokrył model mąką...

ARGH!

Skończyło się na tym że zmyłem cały lakier spirytusem, poczekałem aż model wyschnie i naniosłem lakier bez rozcieńczania, za pomocą pędzla. Obiecałem sobie przy okazji że pierwszą rzeczą jaką zrobię nazajutrz będzie kupno lakieru akrylowego.

Jako sól sypana na otwartą ranę posłużyło mi moje fotograficzne oświetlenie - wciąż nie mam porządnej górnej lampy, zaś tło którego używam coraz bardziej mnie irytuje. Zaraz po kupnie lakieru mam zamiar nabyć porządny, czarny karton.

A oto i efekty mojej drogi przez katastrofy:


Do skończonych zamówień mogę także zaliczyć orkowe rydwany, wzbogacone savage orkami według życzenia klienta. Samo malowanie nie było specjalnie męczące (wszak to "trooper" czyli bejca), gorzej było ze zmontowaniem całości.... ale jakoś wyszło.



Coraz bardziej skłaniam się ku zmianie cennika. Niestety, malowanie zajmuje mi tyle czasu, że utrzymanie obecnych cen absolutnie przestaje mi się opłacać. Nie wiem jeszcze w którym kierunku to wszystko pójdzie, jak by nie było wciąż mam czekające zamówienia które uczciwie wykonam po umówionej wcześnie cenie, ale myślę że następne zlecenia będę już wyceniał inaczej...

Dość jednak tego marudzenia :) Trochę myśląc perspektywicznie, a trochę dla żartu zrobiłem sobie kosztorys mojego rozpisanego oddziału Space Marines (mówimy oczywiście o rozpisce na 2 edycję) na 1500 pkt. Według cennika GW armijka kosztować mnie będzie 834 zł. Myślę że projekt p.t. "Imperial Fists" jeszcze będzie musiał poczekać... ;)

czwartek, 31 maja 2012

Youtubowe uzupełnienie

Niejako w nawiązaniu do poprzedniego wpisu chciałbym podzielić się jeszcze dwoma filmami z Youtube. Znalazłem je jakiś czas temu i siedziały sobie spokojnie zapisane w linkach; początkowo miałem zamiar napisać dłuższego posta o odlewaniu figurek, jednak doszedłem do wniosku że w sumie nie wiem wiele więcej ponad informacje zawarte w tych filmach (osobiście nigdy nie odlewałem w metalu; bawiłem się trochę z żywicą, i pewnie kiedyś do tego powrócę, jednak chwilowo nie mam czasu ani koncepcji na możliwe obiekty do odlewania).

Autorem pierwszego filmiku jest koleś odpowiedzialny za całą serię figurek Quarów, czyli jednoosobowa (tak mi się wydaje) firma o nazwie Zombiesmith. Dla tych którzy nie wiedzą o co chodzi zamieszczam dodatkowy link: http://www.zombiesmith.com/pages/quar. Swoją drogą od czasu do czasu czuję dziwną fascynację zarówno figurkami Quarów, jak i całym dorobionym do nich uniwersum... ale do rzeczy.
Film - mimo przesunięcia głosu w którymś momencie - doskonale pokazuje odlewanie chałupnicze, a komentarz jest naprawdę ciekawy.


Drugi filmik to już pełen profesjonalizm - nakręcony został w legendarnej firmie Reaper, w trakcie tournee po zakładzie. Bardzo szczegółowo, z dobrym komentarzem pokazano tam proces produkcyjny - od prototypu figurki aż po jej zapakowanie. Masa ciekawych informacji (np. obliczenie dziennej produkcji - 75 000 figurek. Tak. Siedemdziesiąt pięć tysięcy dziennie). Filmik w dwóch częściach, ale naprawdę gorąco polecam.




 I to tyle :) miłego oglądania.

niedziela, 27 maja 2012

Rzecz o kanałach

Mowa oczywiście o kanałach Youtube, które subskrybuję, a które tyczą się malowania figurek i wargamingu ogólnie. Wspominałem o nich w jednym z poprzednich postów, jednak obiecałem kiedyś zrobić listę tych które uważam za najciekawsze/najlepsze, wraz z krótkim opisem.

Najwięcej ciekawostek i trików nauczyłem się od gościa imieniem Lester Bursley vel Awesome Paint Job. Les maluje przede wszystkim za pomocą aerografu, następnie uzupełnia szczegóły i cieniowanie wszelkimi "fajnymi" technikami, czyli pigmentami, washami oraz tradycyjnym layeringiem/blendingiem. Filmiki są kręcone w bardzo dobrej jakości. Ostatnio Les zaczął publikować "pogadanki", czyli porady, przemyślenia i odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania. Moja absolutna biblia :)
http://www.youtube.com/user/awesomepaintjob


Następnym ciekawym kanałem jest Painting Clinic. Autor tego kanału maluje w nieco bardziej tradycyjny sposób, nie stroni od suchego pędzla, prezentuje również nieco bardziej różnorodne figurki i modele. Co ciekawe, Painting Clinic ma również stronę internetową, pełną samouczków i porad, która istnieje dość długo i na którą zaglądałem od czasu do czasu zanim odkryłem kanał YT. Ogólnie zarówno strona, jak i kanał YT są nieco bardziej przystępne, nie odnosi się wrażenia typu "ja pierdzielę i tak nie będę tak malował jak ten gość" :)
Kanał: http://www.youtube.com/user/ThePaintingClinic
Strona: http://www.paintingclinic.com/index.htm


Następny profesjonalny kanał to Nuclealosaur Painting, obecnie zwany Nuke Arts. Zawodowe studio malowania figurek z Azji. Głównie prezentuje gotowe figurki, choć trochę tutoriali się znajdzie. Przede wszystkim malowanie aerografem. Mniej przystępne jeśli chodzi o jakość czy treść niż Awesome Paint Job, niemniej warte obejrzenia.
http://www.youtube.com/user/nuclealosaur



Ostatni z tych najbardziej "pro" kanałów to Buy Painted, czyli kanał prowadzony przez niejakiego Mortimera. Malowanie 90% aerografem, ładnie pokazane, w dobrej jakości (choć narracja momentami bywa taka sobie).
http://www.youtube.com/user/Buypainted



Następny kanał otwiera kategorię tych mniej profesjonalnych, za to ciekawych i bogatych w informacje przydatne zwykłemu śmiertelnikowi ;) Mowa o Obsidian Painting - gościu jest śmieszny i maluje zawodowo, choć daleko mu do Lestera czy Mortimera. Niemiej ma kilka poradników i tutoriali w których pokazuje łopatologicznie stosowane przez siebie techniki. Bardzo ciekawe, sporo się nauczyłem.
http://www.youtube.com/user/ObsidianPainting




Innym kanałem "dla śmiertelników" jest Rose City Miniatures. Jeszcze mniej profesjonalne malowanie na zamówienie, za to dużo teorii na temat podstawowych technik malowania.
http://www.youtube.com/user/UselesswizarD/videos



Kilka fajnych porad i tutoriali można znaleźć na WG Consortium, np. nakładanie pigmentów w formie washa ;)
http://www.youtube.com/user/WGConsortium



Jednym z moich ulubionych kanałów jest Wargaming for Fun (kiedyś już wspominałem o nim). Prowadzony tym razem czysto hobbystycznie przez dwóch braci, posługujących się charakterystycznym angielskim akcentem :) O ile filmiki pokazujące malowanie są na bardzo podstawowym poziomie (co zresztą sugeruje nazwa serii tych filmów: "Painting for us, mere mortals" :) ), o tyle jednak bardzo ciekawe są filmy obrazujące przebieg bitew. Oprócz Warhammera powoli zaczyna się przewijać Warmachine, prawdopodobnie po premierze kolejnej edycji dołączy także WH40K. 
http://www.youtube.com/user/WargamingForFun


Bardzo podobne założenia do powyższego kanału ma The Joeyberry. Dziewczę opowiada (z nieodłącznym angielskim akcentem) w nieco chaotyczny, kobiecy *ekhem* sposób o swoim malowaniu, graniu i czytaniu o grach Warhammer i Mailfaux. Kanał nie jest może tak ciekawy jak powyższy Wargaming for Fun, niemniej fajnie czasem przypomnieć sobie że Warhammer jest grą, która ma sprawiać przyjemność - a tak właśnie podchodzi do tego Joey. Warto rzucić okiem.
http://www.youtube.com/user/TheJoeyberry/videos



Na koniec jeszcze jeden kanał "malarski". Właściwie... nie polecam tego kanału jeśli chodzi o samo malowanie - gościu robi to "po swojemu", na poziomie lekko tylko bardziej zaawansowanym niż początkujący. Jednakowoż maluje dużo, a poza tym narracja jest chyba najbardziej zabawna z tych które widziałem. Szczerze mówiąc miałem nie linkować tego kanału, ale oglądając poniższy epizod uśmiałem się serdecznie słysząc imitację Imperatora Karla Franza... więc nie mogłem nie wkleić :)
Filmik: http://www.youtube.com/watch?v=M6RTlDEgMbM

Kanał: http://www.youtube.com/user/WarbossTae


I to by było na tyle. Oczywiście, od czasu do czasu zaglądam na inne kanały, ale te powyższe mam subskrybowane i uważam za godne polecenia.

Jeśli chodzi o moje malowanie - kończę zestaw 3 orkowych rydwanów, następnie mam zamiar pomalować kolejnego warjacka do Warmachine, tym razem używając dużo aerografu ;) Będzie ciekawie.

wtorek, 22 maja 2012

Zmywanie cz. 2

Jak postanowiłem, tak zrobiłem; oto efekty:


Figurki ustawiłem w takiej samej kolejności jak na poprzednich zdjęciach :)

Kilka uwag: płyn hamulcowy działa także na klej. Dlatego niektóre elementy - miecze, źeleźce halabard itp. - odkleiły się w trakcie zmywania, nie wytrzymawszy starcia ze szczoteczką do zębów. Przykleiłem je przed zrobieniem zdjęć, więc niektóre figurki mogą się nieco różnić od poprzedniego wcielenia.
W przypadku zmywania obowiązuje ciekawa zasada: im więcej farby, tym lepiej (sic!). Okazuje się bowiem że podkłady Citadela pod wpływem płynu hamulcowego rozpuszczają się bez odrywania od podłoża. Dlatego jeśli figurka była tylko zapodkładowana, a nie jest bardzo dokładnie wyszorowana, gdzieniegdzie mogą pozostać ciemne (lub jasne) smugi - o wiele cieńsze niż właściwy podkład, ale niejako wżarte w plastik (tego problemu nie ma przy metalu, jak widać na metalowych elementach u arkebuzjerów). Natomiast jeśli figurka jest już pomalowana normalnymi farbami, podkład w większości wypadków odchodzi razem z nimi, i to w postaci błony :) W przeszłości zdarzało mi się po prostu zdejmować farbę palcami z 3/4 powierzchni figurki.
Jeszcze słowo o podstawkach - pokrywam je warstwą zwykłego białego kleju, na którą następnie sypię piasek. W starciu z płynem hamulcowym biały klej, niezależnie jak dawno położony, także zmienia się w błonę - dzięki czemu oczyszczenie podstawki nie stanowi najmniejszego problemu.

To by było na tyle w temacie zmywania. W razie pytań lub niejasności zapraszam do komentowania poniżej, na pewno odpowiem ;)

poniedziałek, 21 maja 2012

Zmywanie cz. 1


Znajomy oznajmił na fejsbuku że nie wierzy w możliwość efektywnego zmycia farby z plastikowej figurki. Jako że robię to od jakiegoś czasu, postanowiłem publicznie zaprezentować efekty takiej procedury.

Poniżej zdjęcia kilku figurek które akurat oczekiwały zmycia - zacząłem je malować jakiś czas temu, zanim zdecydowałem się stosować bejcę Army Paintera do szeregowych żołdaków. Teraz figurki zaczęte czarnym podkładem Citadela chcę zmyć, żeby pokryć je ponownie białym podkładem Vallejo i dalej malować w jakości "trooper".


Do zmywania plastików używam płynu hamulcowego, takiego zwykłego ze stacji. Przetestowałem kilka różnych i uznałem, że płyn Shella działa najlepiej. YMMV. Figurki zanurzam w płynie na około 24 godziny, czasem nawet mniej. Do tej czynności służy mi szklany słój z takąż pokrywką, choć zapewne zwykły słoik z nakrętką sprawdziłby się równie dobrze.


Zaraz po opublikowaniu tego posta zaleję figurki płynem i zostawię do jutra, kiedy to umyję je starą szczoteczką do zębów i mydłem, opłuczę w bieżącej wodzie i ponownie sfotografuję.

Na zakończenie: Operacja Gryf zakończyła się niepowodzeniem. Sprzedać się udało, ale za cenę początkową. Niemniej zniechęcać się nie będę, po prostu muszę energiczniej realizować takie projekty.

środa, 9 maja 2012

Na eBay!

Zatem stało się - pierwsze moje pomalowane "cudo" wylądowało na eBayu.

Szczerze mówiąc - była to droga przez mękę (a jakże). Co chwilę jakiś wyjazd, wyjście, obowiązek czy zmęczenie odrywały mnie od pracy; cud że w ogóle się udało! Spędziłem nad tym gryfem stanowczo zbyt dużo czasu. Objawiło się to m. in. zmęczeniem i niechęcią do malowania ogólnie, a także pośpiechem i kończeniem modelu "na odwal się".

Część opóźnień wynikła - oczywiście - z moich własnych błędów technicznych, które następnie naprawiałem lub próbowałem maskować. Mógłbym długo się rozpisywać co i jak się działo, ale chyba zanudziłbym moich całych 3 czy 4 Czytelników, zatem sobie daruję. Dość powiedzieć że starałem się wykorzystać wszelkie możliwe triki i techniki malarskie jakie znam - pigmenty, aerograf, wash olejny... z różnym skutkiem :/

Największym błędem było sklejenie modelu przed pomalowaniem - nigdy więcej! Jeśli by mi przyszło jeszcze raz malować tego molocha, to skrzydła dokleję na samym końcu.

Teraz niech przemówią obrazy (mam nadzieję że barbarzyńsko pokaleczona łacina w motto nie spowoduje u nikogo wydłubania oczu...):


W trakcie godzin spędzonych na malowaniu piórek dużo rozmyślałem na temat Warhammera w ogóle i kierunku rozwoju obranym przez GW w szczególe. Efektem tych rozmyślań jest moje pożegnanie z wszelkimi odmianami tej gry od 6 edycji (włącznie). Ze względów sentymentalno-rozrywkowych pozostawiam sobie armię w postaci 5-edycyjnej, czyli tej którą się zafascynowałem i którą kolekcjonowałem przez wiele lat (często przepłacając za archiwalne figurki). Pod młotek idą wszelkie wynalazki typu milicja, warprieści czy wyrzutnia rakietowa.

Pierwszą ofiarą redukcji jest mój wysłużony warrior priest, który zaraz po gryfie wylądował na eBay-u. Uczcijmy jego pamięć minutą ciszy.